Prawo jazdy – ile kosztuje? Więcej nerwów czy pieniędzy?[FELIETON]

Prawo jazdy to dokument o którym marzy większość osiemnastolatków zaraz po przekroczeniu tej magicznej liczby. Ja nie byłam jak większość moich rówieśników, wiedziałam że chcę mieć prawo jazdy, ale nie wiedziałam kiedy je zrobię. Udało mi się to dopiero cztery miesiące temu, w wieku 21 lat. Tego ile nerwów i pieniędzy mnie to kosztowało wiem tylko ja, jednak postaram się przybliżyć wam moją historię.

Decyzja

Prawo jazdy chciałam mieć od momentu kiedy zauważyłam, że życie bez niego bardzo utrudnia nam dużo rzeczy. Jestem jeszcze młoda, studiuje. W Warszawie samochód nie jest mi potrzebny, jest komunikacja miejska, która pozwala mi się poruszać po całej stolicy. Jednak kiedy tylko wracałam do mojej rodzinnej miejscowości i chciałam coś załatwić na mieście musiałam prosić się rodziców o podwózkę, co było uciążliwe dla mnie jak i dla nich. Możecie sobie pomyśleć, że hej, mogłaś pójść pieszo. Prawda, mogłam. Ale człowiek jest leniwy z natury, a mój dom mieści się dosyć daleko od centrum miasta. Stąd w końcu decyzja, że powinnam zrobić prawo jazdy. To była jedna z najlepszych decyzji jakie podjęłam w życiu, ale teraz zrobiłabym to trochę inaczej.

Wybór szkoły

Idąc na prawo jazdy wiedziałam, że chcę robić je w Warszawie. W przyszłości to właśnie w niej chcę mieszkać i do po niej będę poruszać się moim autem. Nie wiedziałam, czy chcę zdawać tam egzamin, ale jazdy na pewno chciałam mieć w stolicy. Przy wyborze szkoły nauki jazdy kierowałam się głównie jej położeniem. Znalazłam szkołę, która była jeden przystanek od mojego miejsca zamieszania, a wykłady odbywały się w jeden weekend. Dla studentki studiów dziennych był to raj na ziemi. Koszt całego kursu wynosił 1700 zł (w tym wykłady, 30 godzin jazd oraz książkę z płytą, na której znajdowały się testy). Dużo? Cóż… będzie jeszcze więcej wydatków.

Wykłady

Zakładam, że wykłady o przepisach ruchu drogowego w każdej szkole są nudne. Dlatego do tego nie mam zamiaru się przyczepić. Wysiedziałam tam przez cały weekend ok. 14 godzin i każdego dnia kiedy tam szłam marzyłam o tym żeby stamtąd już wyjść. W salce wykładowej było super zimno. Powód? Początek wiosny, a salka znajdowała się w garażu. Nie będę tego komentować, bo nie ma po co.

Pierwszy instruktor

Po wykładach przyszedł czas na jazdy. Któregoś dnia zadzwonił do mnie telefon. Dzwonił mój przyszły instruktor jazdy. Przedstawił się, ustaliliśmy pierwszy termin. Wspomnę tylko, że nigdy nie miałam okazji siedzieć za kółkiem. Nie dotykałam się tego. Nie wiedziałam jak działa skrzynia biegów, o co chodzi ze sprzęgłem, gdzie jest gaz, a gdzie hamulec. Nie ciągnęło mnie do tego za bardzo, po za tym uważałam, że jak pójdę na kurs to wszystkiego się dowiem. Myślę, że takich jak ja jest wielu. Tym bardziej wśród kobiet. Niestety, ale idąc na pierwsze jazdy okazało się, że pan instruktor jest zdziwiony moją niewiedzą i brakiem jakichkolwiek umiejętności.

Cóż, zdarza się… Kiedy już doszliśmy do jakiegoś porozumienia, pan X zabrał mnie na plac gdzie miałam pokręcić kółeczka i ogólnie zapoznać się z działaniem samochodu. I tutaj kolejne zdziwienie pana instruktora. Nie umiesz ustawić lusterek, nie wiesz jak dostosować fotel do siebie? Tak, właśnie tak. Nie umiem, bo nigdy tego nie robiłam. Jak można umieć coś robić kiedy nigdy w życiu się tego nie robiło? Ja mogę się domyślać jak coś zrobić, ale moje domysły mogą być błędne. W końcu pan X zrozumiał, że trzeba mi pokazać to i owo. Pokazywał, a ja czułam jak bardzo zdenerwowany jest. Nie musiałam długo czekać na jego „pokaz agresji”. Krzyki zaczęły się w momencie kiedy tylko uruchomiłam samochód. Jestem osobą, na którą krzyki kompletnie nie działają motywująco, a tylko denerwują i dekoncentrują. Dlatego zdecydowałam się od razu na zmianę instruktora. Wiedziałam, że jak tak zaczyna się nasza współpraca to potem nie będzie lepiej.

Kolejny instruktor

Następnego dnia wykonałam telefon do biura z prośbą o zmianę instruktora. Właściciel szkoły, oczywiście nie był zadowolony, że po jednej jeździe chcę już zmienić instruktora. Jednak dostosował się do mojej prośby i za kilka dni zadzwonił do mnie kolejny instruktor i umówiliśmy się na jazdy.

Pan Y miał jedną zasadę, zawsze jeździł ze swoimi kursantami po dwie godziny. Z jednej strony to dobrze, bo Warszawa często bywa zakorkowana i jedna godzina schodzi się na stanie w korku, z drugiej jednak strony przez te dwie godziny trzeba być na maxa skoncentrowany na drodze, co dla osoby dopiero uczącej się jeździć jest trudne. Jednak jakoś to przebolałam i dałam radę. Pan Y na początku była bardzo miły, cierpliwy i co najważniejsze nie krzyczał. Jednak zdarzały się sytuacje, które sprawiały, że nie do końca byłam zadowolona z kursu.

Kolejne problemy

Któregoś dnia przyszłam na jazdy i okazało się, że musimy jechać na jakąś wioskę pod Warszawą żeby zrobić coroczny przegląd samochodu. Tam oczywiście kolejka, godzina z moich jazd przepadła. Kolejnym razem przepadły dwie godzin z moich jazd z powodu awarii jakiegoś światła czy innej dupereli. I nie, pan Y nie odwołał mi jazd, tylko zabrał mnie ze sobą do mechanika pod Warszawę, gdzie spędziłam ok. 2 godzin i o mało nie spóźniłam się na ćwiczenia na uczelni. Nikt tych trzech zmarnowanych godzin mi nie oddał, a przecież płaciłam za nie. Za to otrzymałam w zamian krzyki i awantury przy innych kursantach. Zadzwoniłam któregoś dnia do pana Y żeby ustalić kolejne terminy jazd, telefon odebrał na głośnomówiącym z krzykiem, że co ja sobie wyobrażam dzwoniąc do niego w godzinach pracy, on przecież teraz nie siedzi z nosem w zeszycie. Jeżeli tak bardzo mu to przeszkadzało mógł telefonu nie odbierać (chociaż od swoich znajomych i rodziny odbierał zawsze) i oddzwonić do mnie później.

Zszargane nerwy

Konkretne „cyrki” zaczęły się dopiero kiedy pan instruktor dowiedział się, że egzamin chcę zdawać w swojej miejscowości i zapewne wykupie jazdy doszkalające tam żeby obeznać się z trasami egzaminacyjnymi jakie tam obowiązują. Rzeczywiście, mogłam mu tego nie mówić, ale cóż, stało się, czasu nie cofnę. Od tamtego momentu robił mi problem o wszystko; o ustalanie godzin jazd, o moją pracę itp., zaczął też krzyczeć co raz częściej. Doszło do tego, że kiedy tylko szłam na jazdy trzęsłam się jak galareta. Uważałam, że nigdy nie zdam tego prawa jazdy, że wykończy mnie ono psychicznie. Pan Y straszył mnie, że nie zaliczy mi egzaminu praktycznego wewnętrznego i będę musiała dokupować jazdy aż w końcu uzna, że zdałam ten egzamin. Teraz wiem, że do takiej sytuacji nie mogło dojść. Z wielką nadzieją patrzyłam na dzień ostatnich jazd i egzaminu wewnętrznego; praktycznego i teoretycznego. Na szczęście udało mi się zaliczyć wszystko bez najmniejszego problemu i ukończyłam kurs.

Ukończenie tego kursu kosztowało mnie mnóstwo nerwów i stresu. Nie mogę powiedzieć, że nie nauczyłam się niczego podczas jazd, bo byłoby to nieprawda. Nauczyłam się sporo, ale to ile mnie to kosztowało wiem tylko ja.

Jazdy doszkalające

Przez uraz jaki miałam do instruktorów i przez to do samego samochodu odłożyłam zrobienie prawa jazdy na ok. dwa miesiące. Był to też okres wakacji, sporo jeździłam po Polsce, więc obydwie te rzeczy się nałożyły. Przyszedł jednak dzień kiedy stwierdziłam, że czas coś z tym zrobić. Zaczęłam przygotowywać się do egzaminu teoretycznego państwowego. Udało mi się zdać go za drugim razem, co kosztowało mnie 64 zł. Kiedy zdałam już ten egzamin musiałam umówić się na jazdy doszkalające kiedy jeszcze cokolwiek pamiętałam z przepisów i samej jazdy. W tym samym czasie co ja kurs na prawo jazdy robiła również moja przyjaciółka, jednak ona zdecydowała się zrobić go w naszej rodzinnej miejscowości. Poprosiłam ją o numer do swojego instruktora, ponieważ bardzo go chwaliła. Pan K bez problemu umówił się ze mną na jazdy. Idąc na pierwszą lekcję z nim bardzo się bałam. Jednak mój strach okazał się bezpodstawny.

Jazdy z panem K były przyjemnością. Nie było żadnych krzyków, przytyków itp. Uczył mnie wszystkiego, można wręcz powiedzieć, że od podstaw, ponieważ okazało się, że w Warszawie nie nauczyli mnie rzeczy, które są wymagane na egzaminie. Nie umiałam kompletnie nic z obsługi samochodu; nie wiedziałam jak włączyć światła, gdzie są wycieraczki, gdzie olej itp. Poza tym nie zostałam nauczona rzutów, nie wiedziałam też jak wygląda egzamin, czego egzaminator będzie ode mnie wymagał. Na szczęście pan K okazał mi wielką cierpliwość i co lekcja ćwiczyliśmy poszczególne elementy. Tyle co nauczyłam się podczas 10 spotkań z nim nie nauczyłam się przez 30 godzin jazd z instruktorami z Warszawy. Jazdy te nie były jednak darmowe, za każdą godzinę płaciłam 50 zł, co i tak nie było wygórowaną cerą. Zdarzały się też dni, że pan K brał ode mnie 40 zł. Łatwo więc wyliczyć, że zapłaciłam ok. 500 zł. Jednak to nadal nie koniec wydatków.

Egzamin praktyczny

Po 10 godzinach pan K stwierdził, że jestem już gotowa na egzamin. Niestety, ale pierwsze podejście nie wyszło. Nie zdałam z powodu górki, chociaż nigdy nie miałam z nią problemu. Przed kolejnym egzaminem dokupiłam jeszcze dwie i pół godziny jazd po mieście oraz pół godziny na placu manewrowym. Co w sumie kosztowało mnie 180 zł. Na szczęście więcej już za jazdy płacić nie musiałam. Zdałam za drugim razem. Za te dwa egzaminy musiałam zapłacić 280 zł.

Całkowite koszty

Za wyrobienie prawa jazdy zapłaciłam 110 zł, poza tym zanim rozpoczęłam kurs musiałam zrobić badania, co kosztowało mnie 100 zł. Zliczając wszystko, kurs, jazdy doszkalające i inne wydatki, wychodzi ok. 3 tyś zł. Jest to pensja niejednego Polaka. Jednak ciężko mi powiedzieć, żebyście nie robili prawa jazdy. Teraz kiedy już je mam nie wyobrażam sobie życia bez niego. Jedyne co mogę wam poradzić, co wybierajcie takie szkoły jazdy, które są już sprawdzone przez waszych znajomych. Opinie w internecie nie zawsze są zgodne z tym co naprawdę dzieje się w danej szkole. Ja szkołę do której poszłam sprawdziłam bardzo dobrze, przeczytałam opinie, zobaczyłam na którym miejscu jest w rankingu, jednak to nie przełożyło się na to czego tam doświadczyłam.

A jakie są wasze doświadczenia związane z kursami prawa jazdy?

 

One Comment

  • Rosa666 napisał(a):

    Ja obecnie zdaję prawo jazdy, mam już połowę jazd za sobą i chociaż instruktor na mnie czasami narzeka i mówi, że mam być bardziej samodzielna w w samochodzie (cokolwiek to znaczy) jestem z niego bardzo zadowolona i nie zamieniłabym to nigdy w życiu. Za kurs zapłaciłam 1350 zł plus 150 zł za badania lekarskie. W cenie kursu mam 30 godzin zajęć teoretycznych, 30 godzin zajęć praktycznych i książkę wraz z płytą z testami. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

1198 More posts in Publicystyka category
Recommended for you
Majówka 2018 – sprawdź, jak możesz ją spędzić tanim kosztem

  Zbliża się jedna z dłuższych majówek w historii, a ty wciąż nie masz pojęcia...