Wywiad odpada. Spróbujmy rozmowy.
Na swoim profilu na maxmodels napisał Pan „uparcie powtarzam, że dobre zdjęcie jest dziełem fotografa, nie modela”. Jednocześnie często mówi Pan o wysiłku, jaki trzeba włożyć w wykreowanie konkretnej postaci- umiejętności aktorskie, przywoływanie wspomnień, emocji. W tym sensie model jest współtwórcą, ma czynny udział w powstawaniu dzieła.
Podobnie jak aktor nie istnieje bez reżysera, tak model nie istnieje bez fotografa. To oni są inicjatorami spektaklu czy sesji i ostateczne decyzje są w ich rękach. Model i aktor, identyfikując się z ich celami jest oczywiście częścią zespołu twórczego, współtwórcą… ale sam nie zaistnieje. Fotograf może obejść się bez modela- fotografuje przypadkowych ludzi na ulicy, przyrodę, zwierzęta, chmury… Sam też jestem fotografem… Choć modelem lepszym (śmiech). Właśnie tak to widzę. Fakt, zdarza się, że fotograf nie ma pomysłu. Wtedy, choć niechętnie, biorę sprawy w swoje ręce- pełnię rolę reżysera i stylisty, jednocześnie pozując do zdjęć.
Pozuje Pan ”aktorsko”, w sytuacjach codziennych- nierzadko przygnębiających, nawet brutalnych, a fotografie często przypominają kadry z filmów. Raz jest Pan eleganckim dżentelmenem, raz bezdomnym. Nie wszyscy lubią oglądać taką rzeczywistość. Często wolimy tę wyidealizowaną, z kolorowych magazynów..
Jestem człowiekiem pogodnym , optymistycznym i pozytywnym.. ale żyję już długo i wiem jakie jest życie, jaki jest los człowieka.
Więc wyidealizowany świat Pana nie interesuje? Lepiej szukać piękna w brzydocie codzienności?
Nie zgodziłbym się z określeniem „brzydota codzienności”. Wielu odbiorców zdjęć i filmów , w których występuje, w uniesieniu woła „jakie to piękne”. Czasem prawda się ludziom podoba, budzi ich wzruszenie, a więc daje im dobre odczucia. Mnie interesuje fotografia, że tak powiem- humanistyczna, a więc role pogłębione psychologicznie. Chcę w nich przekazać coś głębszego. Dobrze czuje się w takich kreacjach i chyba się sprawdzam.
Świat, który widzę na Pana zdjęciach jest jak literacki świat Charlesa Bukowskiego w stosunku do wygładzonych powieści szeregu innych pisarzy- surowy, prawdziwy.
To nie ja jestem autorem opowieści a’la Bukowski, choć nieraz aktywnie w ich powstawaniu uczestniczyłem. To fotografowie, korzystając ze mnie jako modela chcą o tym opowiadać. A ja decyduje się właśnie na współpracę z takimi artystami, czasem sam ich wybieram. Sama wiesz- są komedie romantyczne i są dramaty psychologiczne. Moją specjalnością są dramaty. Moja trzecia sesja w życiu była inspirowana postacią Bukowskiego. To chyba wtedy zaczął pociągać mnie ten rodzaj wypowiedzi.
W filmie „Modelina” gra Pan fotografa, który pozuje z piękną kobietą, a na końcu robi coś, co wyraźnie jej się nie podoba. Znów mamy brutalną rzeczywistość..
Ten obraz to kawałek prawdy o sytuacjach, które czasem wokół sztuki się zdarzają. W tym filmie podoba mi się sposób narracji i budowania opowieści. Widzowie śmieją się dokładnie wtedy, gdy to zaplanowaliśmy. Na końcu nikt się już nie śmieje.
Ten fotograf to ja- tak właśnie zachowuję się na sesjach. Jest między nami tylko jedna różnica- ja nie molestuję ani nie próbuję zniewolić kobiet. Pochwalę się, że wśród modelek znany jestem jako dżentelmen, człowiek szanujący kobiety.
Łatwiej wcielić się w postać, która do nas przemawia, w bohatera którego możemy polubić, czy w kogoś zupełnie przeciwnego, odległego od nas samych?
Cóż, jeśli miałbym wcielić się w postać Hitlera, też opierałbym się na własnych doświadczeniach emocjonalnych. Po prostu podkręcałbym rolę, by stać się potworem.
Pod Pana zdjęciami mnóstwo jest zachwytów, komplementów- głównie od kobiet. O ile jako twórca funkcjonuje Pan od dawna, o tyle kariera modela była dosyć gwałtowna. W którymś momencie musiał wkraść się narcyzm..
Jakiś rodzaj narcyzmu zawsze był moja cechą. Myślę jednak, że w wydaniu niezbyt rozwiniętym (śmiech). Mogę za to powiedzieć, że zawsze miałem podstawowe poczucie własnej wartości. Na pewno uznanie i posiadanie odbiorców sprawia mi ogromną satysfakcję. Cenię sobie zwłaszcza uznanie osób, których i ja cenię za osiągnięcia- dobrych fotografów i modelek. Zaś uznanie kobiet jest dodatkowa przyjemnością… wcześniej nie spotykałem się z takimi „zachwytami”… a tu nagle w moim wieku (śmiech).
Muszę zapytać o Pańską żonę i jej stosunek do tych sesji…
Cóż, jestem zawodowym artystą. Już pierwszego dnia studiów na zajęciach z rysunku mieliśmy nagą modelkę. Nagość to dla artysty najbardziej naturalny temat. A moja żona? Ma spory dystans do tego co robię, zarówno jako fotograf jak i model. Woli nie znać tej dziedziny mojej twórczości (śmiech). Nie ogląda tych zdjęć, nie chce.
Musi Pan jednak dostrzegać seksualność i piękno modelki, nie tylko jako artysta, nie tylko przez pryzmat sztuki- w tym kontekście pewna zazdrość wydaje mi się nieunikniona.
Tak, żona przyznaje, że budzi to w niej odrobinę zazdrości. Uważa jednak, że to jej problem i sama musi sobie z tym radzić. Oczywiście, że dostrzegam piękno modelek i budzi ono mój zachwyt. A ich seksualność? W trakcie sesji raczej na mnie nie działa. Myślę, że to kwestia mojego wieku, mam już inne wartości.
Teraz idę na kawę z żoną. To nasz południowy rytuał. Skopiuj to co tu pisaliśmy- od pierwszej Twojej wiadomości z propozycją wywiadu. Do usłyszenia wkrótce…
Portfolio Pana Andrzeja znajdziecie pod adresem http://www.maxmodels.pl/model-schody_do_nieba.html