Teneryfa moim okiem.

Co kryje w sobie ta specyficzna wyspa? Opowiadam o swoich wrażeniach!

Teneryfa – to Hiszpańska wyspa, która znajduje się nieopodal północno-zachodnich wybrzeży Afryki. Leży na oceanie Atlantyckim oraz należy do części archipelagu Wysp Kanaryjskich. Archipelag ten składa się z 7 wysp głównych: Fuerteventury, Gran Canarii, Lanzarote, La Palmy, La Gomery, El Hierro, La Graciosa, oraz głównej bohaterki artykułu – Teneryfy. Która, swoją drogą, jest największą wyspą z archipelagu – jej powierzchnia to 2034,38 km². Wyspy Kanaryjskie mają bogatą historie, a w starożytności, nazywane były Wyspami Szczęśliwymi. Chociaż moim okiem, nazwa ta jest wciąż aktualna. Klimat wysp jest oceaniczno-subtropikalny, co oznacza umiarkowane temperatury i rzadkie oraz  nieregularne opady – jednak to jest już zależne od konkretnej wyspy oraz jej dokładnej strefy. Główną gałęzią gospodarki na wyspach jest turystyka. Istotną rolę odgrywa także rolnictwo – z wysp eksportuje się między innymi banany (swoją drogą najlepsze, jakie kiedykolwiek i gdziekolwiek jadłam) oraz pomidory. Co ciekawe, na wyspach stosuje się specjalne ulgi dla inwestorów, oraz niskie stawki podatków pośrednich, którymi objęte są między innymi paliwa, perfumy, alkohol i wyroby tytoniowe – potwierdzone info.

Wróćmy jednak do samej Teneryfy. Stolicą tej najludniejszej, hiszpańskiej wyspy jest Santa Cruz de Tenerife, które, razem z Las Palmas, jest także stolicą autonomii Wysp Kanaryjskich. Na Teneryfie znajdują się dwa obiekty, które są wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego i Przyrodniczego UNESCO. Należy do nich wulkan Teide, (wraz z parkiem narodowy), oraz zabytkowe miasto La Laguna. Teneryfa, to kilka typów krajobrazu i kilka stref klimatycznych, co jest naprawdę fascynujące. To wyspa pochodzenia wulkanicznego – powstanie jej odbywało się w kilku etapach. Głównym elementem, które kształtowały teren Teneryfy, były liczne erupcje.

Teneryfa znajduje się w strefie klimatu subtropikalnego. Na ten klimat mają wpływ dwa prądy morskie: Golfstrom – cieplejszy i Kanaryjski – chłodniejszy. W związku z czym wahania temperatury oceanu wahają się od 19 do 24 °C. Wyspy Kanaryjskie mają niski poziom zanieczyszczenia powietrza (wynika to między innymi z powodu niewielkiego uprzemysłowienia). Teneryfa natomiast – według danych hiszpańskiego Ministerstwa Zdrowia i Przemysłu, jest jednym z najczystszych miejsc w całej Hiszpanii. Może właśnie dlatego jest jednym z głównych ośrodków turystycznych świata. Największą częścią turystów są turyści z Wielkiej Brytanii – którzy swoją drogą nie potrafią się zachować. Serio. Dużą część tworzą także Francuzi czy Niemcy. Tutaj sezon trwa cały rok, to w końcu wyspa wiecznej wiosny, podobnie jak Portugalia.

To z wiadomości teoretycznych. Teraz coś ode mnie.

Muszę zacząć od tego, że coś co mnie najbardziej urzekło, to zróżnicowany krajobraz wyspy. To coś niesamowitego – nawet idąc pieszo, rzuca się to w oczy. Wulkaniczne plaże, masy wulkanu, lasy sosnowe, tętniące życiem kurorty, długie plaże i wysokie klify – to wszystko na jednej, niewielkiej wyspie. Niewielkiej, bo gdyby się spiąć, można ją zwiedzić w dwa dni – i choć będą to intensywne dwa dni – na pewno warto. Musicie uwierzyć na słowo. Albo czytać dalej, i się przekonać – dlaczego.

Już sama północna i południowa część Teneryfy to dwa różne światy. Ta pierwsza to ta bardziej autentyczna jej część, charakteryzująca się większą liczbą występującej mgły i opadów. A co za tym idzie prawdziwym bogactwem roślinności. To część Teneryfy spokojniejsza, mniej komercyjna i turystyczna, a co za tym idzie – ta prawdziwa. Główną atrakcją są tutaj góry Anaga. Część południowa, to część bardziej sucha i słoneczna – pogoda dopisuje tutaj przez okrągły rok, w związku z czym ta część wyspy jest częściej wybierana przez turystów. spragnionych słońca. W związku z czym to tutaj wyspa tętni życiem. Bez problemu więc, znajdziemy tu popularne kurorty (Playa de las Americas, Costa Adeje czy Los Cristianos), gwarne restauracje czy kluby nocne. Co nie oznacza, że nie doświadczymy tu także pięknych krajobrazów i dzikich, magicznych miejsc.

Co charakterystyczne, to fakt, że na Teneryfie, w zasięgu wzroku mamy i góry i ocean, co robi wrażenie. Zdecydowanie każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Miłośnicy wody mogą spędzać dni odkrywając różnorodne plaże – a jest ich ponad 70. Co więcej – mają przeróżne kolory. Są te typowo turystyczne – zazwyczaj sztuczne – nasypane z białego piasku, pochodzącego między innymi z Portugalii czy Maroka. Te naturalne natomiast, to plaży wulkaniczne – czarne. Co również robi wrażenie, bo to zupełne przeciwieństwo plaż, które znamy z pocztówkowych widoków – biała plaża i lazurowa, przeźroczysta woda. Niektórzy takie plaże łączą z zanieczyszczeniami, natomiast nie ma to z tym absolutnie nic wspólnego. Natura zmalowała takie barwy. Na wyspie nie będą się także nudzić miłośnicy sportów wodnych – popularny jest surfing i windsurfing, oraz kitesurfing. Wzdłuż wybrzeża znajdziemy także liczne szkoły pływania czy nurkowania. Do odkrycia jest morska flora i fauna, a także zatopione statki. Natomiast ci, którzy wolą góry i odrobinę adrenaliny mogą nacieszyć się przejażdżką górską, po serpentynach, nad przepaściami. Lub dużą ilością górskich szlaków, o różnych poziomach trudności.

Trochę komercji:

Na wyspie pomyślano także o rodzinach z dziećmi, i o tym by zadbać o to by dzieciaki nie narzekały na nudę. W związku z czym spędzając urlop na Teneryfie, wybrać możemy się między innymi do Siam Parku, który jest największa w Europie atrakcją, zaliczoną do parków wodnych. Siam Park to ogrody, zjeżdżalnie, baseny z plażą, restauracje i inne atrakcje. Park stylistyką nawiązuję do architektury Tajlandii. Ponadto, to także przestrzenie do organizowania eventów, imprez firmowych czy spektakli muzycznych. A także idealne miejsce do nauki surfingu.

Jungle Park z kolei to zoologiczno-botaniczny park. Znajdziemy tu ponad 500 zwierząt (lwy, tygrysy, pumy, gibony, lemury, małpiatki, krokodyle, aligatory, węże, pingwiny, hipopotamy, szopy, surykatki, orły, i wiele innych), a ponadto laguny czy jaskinie.

Kolejną sztuczną atrakcją jest popularny Loro Park – prywatny ogród zoologiczno-botaniczny, gdzie największą atrakcją są pokazy delfinów, orek, papug i lwów morskich. Ponadto Loro Park to akwarium w kształcie tunelu, z rybami i rekinami. Godne uwagi są również akwaria z meduzami czy hala z pingwinami.

Dobrą alternatywą natomiast, do zobaczenia delfinów i wielorybów, tym razem, w ich naturalnym środowisku, są rejsy statkiem, dostępne na całej wyspie. To koszt około 35 euro.

Ja zdecydowanie bardziej lubię naturę i zwiedzając świat, to właśnie ją doceniam najbardziej. Dlatego też, największe wrażenie wywarła na mnie wyprawa do Park Narodowy Teide. W końcu Teneryfa powstała na wulkanie, w związku z czym w sercu Teneryfy wznosi się najwyższy szczyt całej Hiszpanii – Pico de Teide – który sięga 3718 m n.p.m. Ten majestatyczny wulkan jest wulkanem wciąż czynnym. Czuwa on nad całą wyspą – jego czubek widać z każdego miejsca na Teneryfie, a także z innych, pobliskich wysp kanaryjskich. Dotarcie na sam szczyt wulkanu umożliwia kolejka linowa – Teleférico del Teide. Nie zawsze jednak jest ona czynna – wszystko zależy od warunków. Wulkan jest częścią ogromnego Parku Narodowego Teide, w związku z czym cała droga do wulkanu to nieziemskie widoki i przeróżne odcienie zastygniętej lawy. I nie przesadzam – jadąc na Teide, znajdujemy się w zasadzie w chmurach. Tam znacznie zmienia się klimat – podczas gdy na dole panują upały, a większość turystów opala się nad hotelowymi basenami, tak na szczycie nie jest już tak przyjemnie. A różnica w temperaturach może wynosić około 10 stopni. Dziwne doświadczenie, kiedy wracałam z Parku Narodowego Teide, poubierana w 3 bluzy i ciepłe spodnie, a w mieście wszyscy śmigali w strojach kąpielowych. Wyprawa na Teide wywarła na mnie zdecydowanie największe wrażenie, nigdy wcześniej czegoś takiego nie doświadczyłam, i choć do tej pory myślałam, że to widoki na miejsca z wodą (morza, jeziora, oceany czy wodospady), robią na mnie największe wrażenie, ta wyprawa, obudziła we mnie pewne wątpliwości, co do tego. Uważam, że będąc na Teneryfie nie można ominąć tego serca wyspy.

Kolejnym miejscem, które wywołało u mnie totalne łaaał, była Osada Masca – zwana wioską piracką. To trudno dostępny wąwóz. Ukryty pośród górskich szczytów. Zachwycił mnie tutaj dziewiczy krajobraz, klimat – zupełnie inny niż na obrzeżach wyspy, oraz spokój jaki tam panuje. Nic w sumie dziwnego, wioska liczy sobie około 80 mieszkańców. A ich domki wznoszą się na zboczach stromych gór. Na miejscu możemy się wybrać na wycieczkę trasą, prowadzącą wzdłuż wąwozu – Barranco de Masca. Warto spróbować tam regionalnej, tradycyjnej i prze dobrej kawy – barraquito. Składa się ona z kilku oddzielnych warstw: mleka skondensowanego, espresso, mlecznej pianki i likieru owocowego (pomarańczowego, bananowego, limonkowego) lub likieru kawowego – Tia Maria. Kawę podaje się oprószoną cynamonem, lub skórką ze świeżej cytryny lub limonki. Mimo, że jest mega słodka, to naprawdę warto jej skosztować, a potem spróbować zrobić w domu, co podobno, wbrew pozorom, wcale nie jest takie trudne, wspominając smak wyprawy na Teneryfę. Droga do Mascki jest równie ciekawa, co sama wioska – prowadzi mocno krętymi, bardzo wąskimi drogami, nad przepaściami – tylko dla ludzi o stalowych nerwach. Kiedy na trasie spotykają się dwa pojazdy, jadące w przeciwnych kierunkach, robi się ciekawie, a adrenalina zdecydowanie rośnie.

Los Gigantes – to malownicze i autentyczne miejsce na mapie Teneryfy. Miasteczko otoczone wielkimi – 800-metrowymi, skalnymi ścianami, wynurzającymi się z wód oceanu, co robi piorunujące wrażenie. Nazwa mówi sama za siebie. Gigantyczne skały i gigantyczne wrażenia.

Costa del Silencio – to wybrzeże Spokoju. Nazwa nie kłamie. To najbardziej wysuniętych na południe punkt Teneryfy. A ponadto najmniej zakłócone miejsce na południu. Miałam szczęście tam trafić, i cieszyć się spacerami pięknymi klifami i formacjami skalnymi. Co więcej – w samotności. Byłam zaskoczona faktem, że w tak pięknym i dzikim miejscu praktycznie nie ma turystów! Ale faktycznie, słowo – dzikie, jest tu kluczowe.

Costa Adeje natomiast wzbudza skrajne emocje – to najbardziej turystyczny obszar w południowej części Teneryfy. To turystyczne miasteczko, zbudowane pod idee all inclusive . Kanaryjczycy uważają to miejsce za miejsce mało autentyczne i niewiele mające wspólnego z prawdziwymi Kanarami. Znacząca część tego miasteczka to budki z fast foodami, nie mające nic wspólnego z prawdziwą Hiszpańską kuchnią, nocne kluby i miejscowi dilerzy – i to akurat historia autentyczna, bo taki jeden nawet mnie zaczepił, podczas spaceru, po sztucznej, białej plaży. Podobna sytuacja ma się do Playa de las Américas. Ale to miejsca zrobione typowo pod turystów, których tam zresztą nie brakuje.

Zaskakujące ciekawostki, prosto z Teneryfy:

Mentalność mieszkańców:

To coś co jeszcze bardziej zachęca mnie do ponownego odwiedzenia wyspy. Kanaryjczycy na Teneryfie promienieją życie! Są mega weseli i po prostu, wyluzowani. Każdy wita cię z uśmiechem i słowem „Hola”. Dosłownie każdy. Kiedy udałam się pobiegać wczesnym rankiem, miejscowi ze swoich podwórek krzyczeli do mnie „Hola”. Czy wyobrażacie sobie w Polsce by podczas biegania, zupełnie obca osoba krzyczała do ciebie „dzień dobry”, albo „miłego dnia”? Bo ja nie. Biorąc pod uwagę fakt, że tutaj nawet sąsiedzi nie witają się specjalnie przyjaźnie. Kanaryjczycy zwyczajnie, cieszą się twoją obecnością. I prawdopodobnie wpływa na to klimat – w końcu ciepło ich nie opuszcza. Ponadto, oni nigdzie się nie spieszą. Podobno życie na Teneryfie rządzi się swoimi prawami – oni nie mają być na konkretną godzinę, oni mają czas. Sjesta, to domena Włochów, natomiast u Hiszpanów ma się równie dobrze! To bardzo pozytywna odskocznia od pędzącego życia w Warszawie. Chociaż i to ma drugą stronę medalu. Polacy którzy mieszkają na wyspie, strasznie narzekają na nieogarnięcie Kanaryjczyków – jeśli chodzi o punktualność czy sprawy urzędowe. No ale… albo życiowy luz, albo życiowa napinka.

Co równi ciekawe – Kanaryjczycy lubią Polaków! Uważają ich za turystów ambitnych. Którzy są ciekawi ich kultury, zwyczajów i ich samych. Czego nie mogą powiedzieć o Brytyjczykach czy Niemcach.

Mieszkańcy, ciąg dalszy…

Tym razem trochę o wyglądzie. Mówisz Hiszpanka, myślisz – oliwkowa skóra, ciemne oczy, brwi, włosy, kobiece kształty. I owszem, wszystko się zgadza. Hiszpanki na Teneryfie są zadbane – każda ma zrobione paznokcie, zadbane dłonie, szminkę na ustach i milion błyskotek na sobie. Jednak jest coś co bardzo rzuca się w oczy. Kanaryjska kuchnia i zamiłowanie do cukru i ulubionych churros (o nich poniżej), widoczna jest na Kanaryjskich ulicach i w obwodach Kanaryjskich pań. Mają one obfite, kobiece kształty. Ale co najważniejsze, zdaje się, że… w ogóle im to nie przeszkadza! A wręcz przeciwnie. Emanują swoją kobiecością – głównie na plażach – a zapomniałam wspomnieć o tym, że na Teneryfie, sporo plaż nudystów. To, że panie na Teneryfie niekoniecznie dbają o bilans kaloryczny i obwody w talii, rzuciło mi się w oczy również wtedy, gdy wybrałam się pewnego dnia na poranny jogging, po najbliższej wiosce. Wtedy też minęłam kilku biegających panów oraz rowerzystów i skateboardzistów – również panów. Pani natomiast ani jednej. I to potem widać na ulicach. Najważniejsze jednak, że Panie są szczęśliwe same ze sobą, a panowie zdecydowanie lubią te ich kształty.

Kuchnia:

Owoce i warzywa na Teneryfie to totalny sztos. Są tak soczyste, świeże i po prostu dobre, że można je jeść w nieskończoność. W szczególności banany – w końcu Teneryfa słynie z plantacji bananów. Mają one zupełnie inny smak, niż te nasze. Pewnie dlatego ich regionalne smakołyki są głównie z bananów – likier bananowy, dżemy bananowe, itd. Suszone owoce też są całkiem ok. Ryby i owoce morza to kolejny sztos. Świeże i dobrze przyrządzone. Dla osoby, która raczej unika mięsa, zestaw ryby z warzywami, był zestawem idealnym. Warto spróbować paella con mariscos – potrawy na bazie ryżu, bogatej w różnorodne owoce morza, szafran i oliwę. Natomiast twarogi, jogurty i maślane rzeczy to nie jest ich domena. W związku z czym czasem tęskniłam za swoim serkiem wiejskim. Z kolei nadrabiają kozimi serami – naprawdę pycha. Już wcześniej wspominałam, że alkohol na wyspach jest całkiem tani, a do tego całkiem… dobry, naprawdę dobry! Do gustu jedynie nie przypadł mi ich lokalny likier bananowy – zbyt słodki i lepki. Natomiast nadrobiło to wino bananowe, i wszystkie inne, które miałam okazje spróbować na degustacji win i do posiłków. A, że jestem wielbicielką wina, to mi bardzo pasowało. Szczególnie, że Kanaryjczycy lubią wina wytrawne – zupełnie tak jak ja! Kanaryjczycy jednak gotują bardzo tłusto i słodko. Słodycz jest wszędzie. A desery jedzą po każdym posiłku. Słodkie bułki, ciasta francuskie, budyniowe masy, pianki i lody – to u nich norma. Lubią także świeże bagietki i tłuściutkie churros, które niestety też bardzo polubiłam. Churros, to paluchy z parzonego ciasta, które smażone są w głębokim tłuszczu, i podawane z czekoladą lub kawą, do moczenia. Tak, Hiszpanie to łasuchy. Będąc na Kanarach koniecznie trzeba spróbować papas arrugadas, papas canarias – małych, pieczonych ziemniaczków w mundurkach, w soli, podawanych z dwoma rodzajami sosu mojo, na bazie oliwy – mojo verde (zielony) i mojo rojo (czerwony). Myślałam sobie, ble ziemniaki – na co dzień ich nie jadam, ale gdy przekonana opowieściami o nich, postanowiłam się skusić – nie pożałowałam. Kanaryjczycy potrafią przyrządzić ziemniaki pod każdą postacią, serio.

Wyprawa na Teneryfę zweryfikowała moje wyobrażenia o pocztówkowej, egzotycznej wyspie. Teneryfa to nie jest urocza wyspa z pocztówek. To jest wyspa z charakterem, inaczej nazwać tego nie mogę. Ostra i mocna – duża ilość czerni – i na plażach i na klifach, na pewno ma na to wpływ. Ponadto, pustynne, księżycowe krajobrazy w głębi wyspy, gruz, góry, skały, ślady lawy, wąwozy i kamienie wulkaniczne. Klify są wszędzie, mają one nieregularne, ostre i postrzępione kształty, i pomimo, że jest to piękne, jest to równie przerażające. Natura i żywioł to coś co jest tutaj bardzo widoczne – głośne fale oceanu obijające się o pionowe klify to coś niesamowitego. Ponadto wszędzie jest stromo i wszędzie jest… pod górkę! Nawet w centrum miasta się gdzieś wspinasz. Swoją drogą to dobre wakacyjne cardio. Z drugiej strony to wyspa łagodna – wyspa o najkrótszej i najcieplejszej zimie w Europie. Wyspa zielona i piękna. Wyspa ze wspaniałymi ludźmi. Wyspa kontrastów. Ciężko ją zamknąć w kilku zdaniach, wiec już więcej nie będę próbowała. Sam musisz to zobaczyć. I choć znam ludzi, którzy stwierdzili, że na wyspie się nudzili, masz moją rekomendację, że nudzić się nie będziesz – jeśli tylko jesteś ciekawy tej niesamowitej wyspy, ludzi i kultury.

Santa Cruz de Tenerife – stolica Teneryfy, w roku 2012, została uznana, przez magazyn „The Guardian”, za jedno z pięciu najlepszych miejsc do życia na świecie. Ja osobiście uważam, że Teneryfa ogólnie jest dobrym miejscem do życia. Ponadto – podobno wciąga i każdy prędzej czy później do niej wraca. Jestem przekonana, że kiedyś tam wrócę. Ale tymczasem pora popracować, i odliczać dni do kolejnego wyjazdu , pełnego wrażeń.

Viva Espana!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

455 More posts in Bez kategorii category
Recommended for you
“Fame is Overrated” – co to takiego?

QueQuality promuje "Fame is Overrated". Jakiś czas temu na profilu QueQuality ukazała się grafika, która...