Czy Stephen King się skończył? „Instytut” Stephen King - recenzja

Czy Stephen King się skończył? „Instytut” Stephen King – recenzja

Stephen King to marka sama w sobie. Od wielu jednak lat mówi się o tym, że Stephen King już się skończył, a pisarz z powieści na powieść pisze coraz gorzej i jest wtórny. Postanowiliśmy to sprawdzić i wzięliśmy na tapet najnowszą, wydaną we wrześniu powieść „Instytut”. Zapraszamy na recenzję.

Czy Stephen King się skończył? „Instytut” Stephen King - recenzja
Fot. Wydawnictwo Albatros

Czy Stephen King się skończył? „Instytut” Stephen King – recenzja

Twórczość tego autora ma to do siebie, że ciężko jest być wobec niej obojętnym. Ludzie, którzy czytają mrożące krew w żyłach powieści, dawno już przerobili cały dorobek autora i są na bieżąco. Ci, którzy za powieściami grozy nie przepadają po prostu trzymają się od nich z daleka, co jest zrozumiałe z oczywistych względów. 

Ciężko jednak o miłośnika gatunku, który nie doceni takich powieści Mistrza Grozy, jak „To”, „Lśnienie”, „Bastion” czy tych, które mają z horrorem mniej wspólnego, ale nadal są napisane rewelacyjnym, charakterystycznym dla Kinga stylem, jak „Misery”, „Worek kości”, „Zielona mila” czy trylogia kryminalna z serii „Pan Mercedes”.

We wrześniu tego roku na księgarnianych półkach stanął „Instytut”. Od tamtej pory w popularnym serwisie zrzeszającym czytelników Lubimy Czytać, książka ta została oceniona tysiąc dwieście dwanaście razy (stan na moment pisania tego tekstu), a użytkownicy napisali łącznie dwieście sześćdziesiąt trzy opinie. Średnia ocena książki to siedem na dziesięć.

Czytając opinie, oczywiście selekcjonując i wykluczając te, które niczego nie wnoszą, typu: „nudna”, „słaba”, głupoty w stylu: „książka jest ładna i ma dużo stron”, a także nic nie wnoszące komentarze o tym, że książka została podpięta pod niewłaściwy gatunek, ale zero wyjaśnienia dlaczego autor komentarza tak uważa, zostaje nam podział na tych, których „Instytut” porwał i został przez nich uznany za świetną lekturę oraz na tych, którzy się czepiają, ale brak im solidnych argumentów. Czyli jak zwykle na tego typu serwisach (albo grupach czytelniczych na Facebooku) nie można dowiedzieć się niczego konkretnego.

Dlatego postanowiliśmy sami sprawdzić, w jakiej kondycji literackiej jest nasz stary, dobry King.

Stephen King – „Instytut”

Na początku poznajemy niejakiego Tima Jamiesona, który odstępuje (odpłatnie) swoje miejsce w samolocie agentowi federalnemu i autostopem wyrusza w podróż na drugą stronę kraju. Tim porzucił swoje dotychczasowe życie, a obecna wędrówka, którą odbywa, zdaje się nie mieć konkretnego celu. Trafia on na prowincję, do typowego amerykańskiego miasteczka o nazwie DuPray, gdzie postanawia zostać na jakiś czas i obejmuje posadę nocnego strażnika.

W tym samym czasie Luke Ellis, genialny dwunastolatek, ma właśnie zdawać… egzaminy na studia. Luke ma bowiem ogromny głód wiedzy, którego nie jest w stanie zaspokoić standardowa ścieżka edukacji. Na studia się jednak nie wybierze. Pewnej nocy jego rodzice zostają zamordowani, a grupa ludzi, która włamała się do ich domu, uprowadza Luka.

Chłopiec budzi się w pokoju, który jest łudząco podobny do jego własnego w domu rodzinnym, a jednak nim nie jest. I tak oto Luke znajduje się w Instytucie – miejscu, w którym oprócz niego znajdują się również inne dzieci i ciągle przybywają nowe. Okazuje się, że każde dziecko ma zdolności kinetyczne lub telepatyczne. Czas przebywania każdego dziecka w Instytucie jest różny i zależny od wyników eksperymentów, które są na nich przeprowadzane. Bardzo nieprzyjemnych, trwających kilka tygodni eksperymentów. Po ich zakończeniu dzieci przenoszone są do innej części Instytutu, jednak nikt nie wie, co dzieje się z nimi dalej. Opiekuni twierdzą, że wracają oni do domu, ale czy aby na pewno?

W jaki sposób złączą się losy młodego geniusza i stróża nocnego z prowincji?

Głęboko w lasach stanu Maine znajduje się mroczny państwowy obiekt, gdzie uprowadza się i więzi dzieci z całych Stanów Zjednoczonych. W Instytucie poddawane są one testom i zabiegom wykorzystującym ich szczególne dary – telepatię i telekinezę – dla osiągnięcia pewnych celów.

Ostatnim rekrutem jest 12 letni Luke Ellis, który nie jest po prostu mądrym chłopcem – jest super mądry. Posiada jeszcze jeden dar, który Instytut chciałby wykorzystać…

Daleko od tego miejsca, w małym miasteczku w Południowej Karolinie były gliniarz przyjął robotę u lokalnego szeryfa. Na co dzień po prostu patroluje ulice, ale lada dzień zmierzy się z największą sprawą w swojej karierze.

Podczas gdy korytarze Instytutu obwieszone są plakatami reklamującymi „kolejnym dzień w raju”, Luke, jego przyjaciółka Kalisha i reszta dzieciaków nie mają wątpliwości, że nie są tutaj gośćmi, a więźniami, i nie mają szans na ucieczkę.

Ale nawet mały trybik może poruszyć wielką maszynę. Luke połączy siły z nowym, jeszcze młodszym rekrutem, Averym Dixonem, który ma zdolność czytania w myślach rozwiniętą jak nikt inny. Podczas gdy Instytut chce zaprząc ich zdolności do własnych, tajnych celów, połączone siły Luke’a i Avery’ego dadzą rezultaty, których nie mogą się spodziewać nawet ci, którzy przeprowadzają eksperymenty, włączając w to nawet cieszącą się złą sławą Panią Sigsby.

Nowy King tak dobry jak stary

Nawet jeśli od lat nie miało się w ręce żadnej książki Stephena Kinga, jego charakterystyczny styl rozpoznaje się już od pierwszych zdań. Oczywiście, jak to u Kinga, początek opowieści jest dość rozbudowany i stwarza pozory jakby oderwanego od całej historii, którą obiecywał nam opis z okładki. Tymczasem King snuje swoją opowieść teoretycznie o niczym, a czytelnik nie może się oderwać. I choć pierwsze sześćdziesiąt stron jest drobiazgowym opisem podróży Tima Jamiesona, który teoretycznie powinien czytelnika zanudzić i zniechęcić do dalszej lektury, dzieje się zupełnie odwrotnie.

King jest mistrzem budowania nastroju i powolnego wprowadzania w historię w sposób, który jednocześnie sprawia, że łapie czytelnika za gardło i nie puszcza, dopóki ten nie przeczyta ostatniego zdania. Dzieje się tak za sprawą kingowej niesamowitej umiejętności obserwowania ludzi, a także formułowania niezwykle trafnych spostrzeżeń na temat ludzkiej psychiki.

„Instytut” może przypominać popularny netflixowy serial „Stranger Things”, cała rzecz dotyczy bowiem dzieci i to wokół nich kręci się większość akcji, jednak trzeba pamiętać o tym, kto był pierwszy. A jak wiadomo, pierwszy był Stephen King.

I w „Instytucie” widać jak na dłoni, że King maksymalnie korzysta ze swoich wcześniejszych dzieł i pomysłów, co oczywiście dla niektórych może być wadą i co mogą mu wytykać jako wtórność i brak świeżości. Tymczasem można też spojrzeć na to w inny sposób. Czyż Stephen King nie zapracował sobie na to, by czerpać garściami z własnej twórczości? 

No właśnie. 

Czy Stephen King pisze coraz gorzej?

Trzeba by zapytać kogoś, kto zawodowo zajmuje się krytyką literacką, bowiem opinie w internecie niewiele mają z nią wspólnego. Głosy o tym, że „Stephen King się wypalił” są tyle warte, co recenzja książki zamieszczona w słowach: „ta książka jest dobra, bo dobrze się ją czytało”…

Co jednak jest dość istotne, z niektórych rzeczy się po prostu wyrasta. Tak jak przestajemy oglądać bajki czy bawić się samochodami, tak w pewnym momencie może nam się przejeść jakiś gatunek literacki. Człowiek dorasta, zwykle coraz mocniej stąpa po ziemi i wszelkie elementy nadprzyrodzone występujące w literaturze, mogą go już po prostu nie fascynować.

Inną kwestią jest to, że nie każda fabuła musi się podobać. Jednym do gustu przypadnie historia psychofanki, która więzi swojego ulubionego pisarza, a inni będą woleli czytać o morderczym klaunie…

To, czego natomiast nie można Kingowi zarzucić, to spadek formy. ‘Instytut” to kawał świetnej literatury gatunkowej, w której Stephen King udowadnia, że nie nastąpił żaden spadek jego formy, a styl Kinga pozostał bez zmian. 

Mistrzowski.

Tytuł: Instytut

Autor: Stephen King

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 672

Data wydania: 11 września 2019

Stephen King – jeden z najbardziej poczytnych na świecie współczesnych pisarzy. Tworzy głównie powieści grozy. Jego literatura jest pełna odniesień do amerykańskiego folkloru, kultury i rzeczywistości społeczno-politycznej. Wśród jego książek można znaleźć tak dobrze znane powieści jak:

  • „Carrie”, czyli debiut Kinga z 1974 roku;
  • „Lśnienie” z 1977 roku, będące pierwowzorem świetnego filmu z Jackiem Nicholsonem, który jednak mocno odbiegał fabularnie od książki;
  • „Bastion” wydany w 1978 roku, czyli pierwszy liczący sobie ponad tysiąc stron „grubasek” w dorobku Kinga;
  • „Christine” z 1983 roku, czyli powieść o… samochodzie, który żyje. Na podstawie powieści w tym samym roku John Carpenter nakręcił film;
  • „To” z 1986 roku, czyli powieść o morderczym klaunie polującym na dzieci w małym miasteczku w stanie Maine, Derry. Książka była niedawno ponownie sfilmowana – pierwsza część pojawiła się w kinach w 2017, a druga w 2019 roku;
  • „Misery” wydana w 1987 roku, na podstawie której nakręcono film z rewelacyjną rolą Kathy Bates, która zagrała szaloną fankę przetrzymującą swojego ukochanego pisarza;
  • „Cztery pory roku” – zbiór nowel opublikowany w 1982 roku, z którego pochodzą „Skazani na Shawshank” zekranizowani w 1994 roku ze świetnymi rolami Tima Robbinsa i Morgana Freemana;
  • „Doktor Sen” wydany w 2013 roku, który jest kontynuacją bestsellerowego „Lśnienia”. W tym roku do kin trafiła filmowa adaptacja powieści, a w roli głównej można było zobaczyć Ewana McGregora;
  • „Zielona mila” z 1996 roku, która była powieścią w odcinkach, początkowo wydaną w sześciu oddzielnych tomach. Na jej podstawie powstał poruszający film, który był nominowany do Oscara w czterech kategoriach;
  • „Łowca snów” wydany w 2001 roku i w tym samym roku zekranizowany, a w jednej z głównych ról ponownie można było zobaczyć Morgana Freemana.

Ekranizacji powieści Stephena Kinga było oczywiście znacznie więcej niż te wymienione powyżej. Filmowcy bardzo lubią wyobraźnię Kinga i sposób, w jaki opisuje swoje historie. 

King ma na swoim koncie również zbiory opowiadań i nowel, w tym kilka dostępnych wyłącznie w Stanach Zjednoczonych. Napisał również trzy książki non-fiction, a także publikował pod pseudonimem Richard Bachman. Jest również autorem cyklu powieściowego „Mroczna Wieża”, w którego skład wchodzi osiem powieści, a w każdej z nich można znaleźć bohaterów, wydarzenia i nawiązania do innych powieści Stephena Kinga.

W 2003 roku Stephen King został uhonorowany Medalem za Wybitny Wkład w Literaturę Amerykańską przez National Book Foundation.

Źródło: cytaty pochodzą z opisu wydawcy, opracowanie własne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

197 More posts in Książki category
Recommended for you
Olga Rudnicka: Moi czytelnicy niczego się nie boją

– Matylda powstała jako postać drugoplanowa w „Byle do przodu”, ale wprowadziła się do mojej...