Jeszcze satyra, czy już choroba?
Michał Witkowski jako pisarz obszedłby się bez publicznego lansu. Jednak drzemiąca w nim Miss Gizzi zdołała zdominować wizerunek celebryty, zadomawiając się na warszawskich salonach.
Zaczęło się niewinnie. Prześmiewcze naśladowanie szafiarek, zabawne, przekombinowane stylizacje i komiczne wypowiedzi. Witkowski w pięknym stylu wyśmiewał nowe pokolenie gwiazdek, których jedynym zajęciem jest dobieranie stylizacji i pozowanie na wszelkich możliwych ściankach. Wydawało się, że przedstawienie, skądinąd zabawne, nie potrwa długo, a pisarz zajmie się tym, co robi najlepiej. Mijają miesiące, a Miss Gizzi nadal „straszy” na czerwonym dywanie. Pozostaje pytanie – czy to wciąż zabawa, czy Witkowski naprawdę zwariował?
Kiedy kiczowaty styl przestał przykuwać uwagę, pisarz postanowił pójść o krok dalej. W Internecie pochwalił się zdjęciami z gabinetu chirurgii estetycznej. Ogłosił, że „wszystkie zabiegi ma za darmo”, a jego ideałem piękna jest Jackie Stallone. Żart, choć celny (i bolesny) wywołał lawinę negatywnych komentarzy. Witkowski pokazał od kuchni zakłamany świat celebrytów, w którym nie wypada chwalić się poprawianiem własnej urody. A może pod płaszczykiem szydery przemycił własne ambicje, które, jak twierdzi, ograniczają się do wydawania tantiem z wydanych książek? Zawsze marzyłem o tym, żeby było na bogato. Ja chcę zarobić na książce i iść do luksusowego butiku na zakupy, a nie prowadzić spory o literaturze – powiedział w rozmowie z magazynem „Flesz”.
Kolejnym zjawiskiem, które uznał za warte sparodiowania, była ogólnoświatowa akcja „Ice Bucket Challenge”, mająca szerzyć społeczną świadomość na temat stwardnienia zanikowego bocznego. W Polsce akcja straciła pierwotne znaczenie, stając się dla celebrytów kolejną okazją do nakręcania popularności. Witkowski zamiast wodą postanowił oblać się niezidentyfikowaną, brudną cieczą, stwierdzając zanik idei w charakterystyczny dla siebie sposób – z ścigającym go rolnikiem, pluszowym prosiakiem i wystającymi z legginsów majtkami .
Choć kolejne publiczne występy i coraz dziwniejsze kreacje przestały kogokolwiek szokować, jako całość Miss Gizzi budzi skrajne emocje. Wielu podziwia odwagę i kreatywność, bo choć polski show biznes sam w sobie bywa parodią, pisarz obnażył to, o czym pozostali celebryci milczą. I to nie poprzez słowa i merytoryczne komentowanie sprawy (co prawdopodobnie przeszłoby bez echa), ale stając się żywym przykładem płytkości i obłudy w gwiazdorskim półświatku. Tłumy fotografów, zainteresowanie portali plotkarskich, a nawet przystojny partner, uzupełniający idealny wizerunek? Wszystko to Witkowski zdobył, wyśmiał i wypluł, śmiejąc się wszystkim w twarz.
Pozostaje mieć nadzieję, że pisarz nie oszalał, a jego doskonale wyreżyserowane przedstawienie wciąż trwa.
Patrycja Wieczorkiewicz