Manish Mitra: Polska jest moją drugą ojczyzną. Kilka słów o romansie indyjskiego reżysera z Grotowskim

Rozmowa z Manishem Mitra założycielem Indyjskiego Teatru Organicznego „Kasba Arghya”. Choć teatr powstał w Kalkucie, artyści nie ograniczają się do żadnego miejsca i podróżują ze swoimi spektaklami po całym świecie. 10 marca wystąpili w Krakowie z premierowym „Andgayug – The Age of Holocaust”. Nie jest to ich pierwszy raz w Polsce, a aktorzy nie żegnają się z naszym krajem na długo

Manish Mitra fragment wywiadu z reżyserem/ fot. print screen z YouTube

Jak się czujesz po premierowym pokazie w Krakowie. Wszystko się udało? Jesteś zadowolony ze swojego zespołu?

Jeszcze nie miałem czasu, żeby o tym pomyśleć. Może jak na spokojnie wezmę prysznic i się z tym prześpię, to coś sobie przypomnę.

Co Cię zainspirowało do stworzenia spektaklu „Andgayug – The Age of Holocaust”?

Historia II wojny światowej, a przede wszystkim Holokaust i okrucieństwo, jakie niesie z sobą nacjonalizm, zawsze były przedmiotem moich badań. Wzrost fundamentalizmu i nacjonalistyczne powstania w południowej Azji, w moim kraju i we wszystkich państwach ościennych. Czuję, że historia się powtarza. To główny powód, dla którego wybrałem tę tematykę. Jestem w Europie już któryś raz. Miałem możliwość zobaczyć na własne oczy Getta i Obozy koncentracyjne. Byłem wstrząśnięty, ale musiałem pójść tam jeszcze raz, a potem kolejny. Przyglądałem się zorganizowanej machinie, stworzonej do zabijania niewinnych istnień. Chciałem to utrwalić, żeby potem wykrzyczeć światu moją reakcję. Tak to się zaczęło.

Teatr „Kasba Arghya” spektakl „Andgayug – The Age of Holocaust” na scenie Kontakt. Przestrzeń ruch i tańca w Krakowie / fot. materiały prasowe

Ze swoimi spektaklami podróżujecie po całym świecie. Zastanawiam się co z językiem. Jak radzicie sobie z barierą komunikacyjną? Czy to stanowi duży problem?

Przed chwilą widziałaś „Andgayug – The Age of Holocaust”. Czy język przeszkadzał Ci w zrozumieniu spektaklu?

Nie

No właśnie. Skupiamy się na muzykalności i na języku mówionym. Jeżeli jest energia i przepływ na płaszczyźnie emocjonalnej to wtedy język nie stanowi problemu.

Kiedy przeciętny Europejczyk słyszy Indie natychmiast myśli o bollywoodzkich produkcjach, festiwalu kolorów Holi i być może o jodze. Czy chciałbyś, aby za parę lat pierwszym skojarzeniem był Teatr „Kasba Arghya” ?

Zdecydowanie. Szkoda, że ludzie myślą w ten sposób. W Indiach jest o wiele więcej rzeczy, które zasługują na uwagę, choćby poezja indyjska. Europa i Indie mają tak wiele wspólnego. Łączy nas krwawa historia wojny. Mamy też zbliżony sposób odczuwania. Teatr organiczny może połączyć nasze dusze.

A czym właściwie jest dla ciebie teatr organiczny? Jak go definiujesz?

Teatr organiczny jest czymś naturalnym, bo teatr w ogóle musi być czymś organicznym. Jeżeli nie jest, to nie możemy nazywać tego teatrem. To jest jeden organizm. W organizmie każdy element musi funkcjonować. Jeżeli choćby jeden zawiedzie, to wtedy całość przestaje pracować. Podróżując po dużych miastach, zauważyłem, że teatr przeżywa kryzys. Dotyczy on przede wszystkim udziału publiczności w spektaklu. Ludzie siedzą i oglądają, ale nie ma on na nich żadnego wpływu. Aktorzy grają jakby dla siebie. Brakuje interakcji i współuczestnictwa w obrzędzie. Dlatego w moich spektaklach stawiam przede wszystkim, na udział publiczności. Najważniejszy jest człowiek i prawda, która z niego wypływa. Stąd niczego nie nakazuję ani nie ingeruję. Moja rola sprowadza się do obserwacji funkcjonowania tego organizmu. Nie steruję nim. Teatr organiczny ma swoją bardzo długą historię w Kalkucie.

Co sprawiło, że zdecydowałeś się na założenie swojego własnego teatru? Kiedy powstał Teatr „Kasba Arghya” ? Co jest dla Ciebie inspiracją?

Urodziłem się i dorastałem w Kalkucie, która jest uważana za kulturalną stolicę Indii. Kalkuta ma bardzo bogatą tradycję teatralną, sięgającą jeszcze czasów postkolonialnych. Mieści się w niej teatr perski, popularny teatr angielski i hinduski oraz szeroko praktykowany teatr bengalski. To było miasto, gdzie Badal Sarkar pracował ze swoimi artystami i dał początek rewolucji Trzeciego Teatru. Kiedy uczyłem się w college’u, żyłem, podążając za dwoma prądami praktyk teatralnych. Jednym z nich był teatr komercyjny, w którym spektakle odbywały się regularnie w każdą środę, sobotę i niedzielę. Natomiast drugim była awangarda i sztuki eksperymentalne, które odbywały się w „Group Theatre”. Byłem oczarowany za każdym razem, kiedy je oglądałem. Odczuwałem niesamowitą energię, która płynęła z ludzkiej fascynacji nad życiem, celebrowania go. Z drugiej strony bardzo nie podobała mi się sama organizacja. Realizm, naturalistyczna struktura sztuki i przede wszystkim surowe zasady, jakimi rządził się sam teatr. Tam nie było miejsca na kreatywność czy nowatorstwo. To mnie niepokoiło. Pragnąłem stworzyć miejsce dla pomysłowych młodych ludzi. Forum do wspólnej interakcji i pracy nad stworzeniem nowej artystycznej ekspresji w zdrowszym środowisku. Właśnie dlatego w 1993 roku założyłem własny. Tak powstał Teatr „Kasba Arghya”. Jeśli chodzi o autorów, którzy mnie inspirują, mógłbym wymienić artystów ludowych, pochodzących z Indii. Jestem też pod bardzo silnym wpływem Grotowskiego.

Teatr „Kasba Arghya” spektakl całonocny we wsi Dwaranda w Indiach / fot. materiały prasowe

Co chcesz przekazać publiczności poprzez swoje spektakle i kto ogląda Twoje sztuki? Czy są to ludzie wykształceni, ktoś o specjalnym rodzaju wrażliwości?

To bardzo istotne pytanie. Zawsze próbuję przyciągnąć maksymalną liczbę ludzi. Podróżowałem też po wsiach, ale muszę przyznać, że kontakt ze społecznością, utrudniała mi nieznajomość lokalnego języka. Żeby ich zainteresować, trzeba z nimi przebywać, wejść w ich tryb życia. Musisz stać się ich częścią i poddać się naturze, żeby wskazała ci odpowiednie środki. Planuję tam jeszcze wrócić.

W tradycyjnym teatrze najważniejszym narzędziem jest słowo. Co jest najistotniejsze w twoich spektaklach? Taniec, muzyka, a może sama prawda?

To jest organiczne, dlatego musi być prawdziwe. Najważniejsza jest dusza i to, aby poprzez ciało wyrazić swoje wnętrze. Nie wierzę w ćwiczenia, ustawianie. Aktor skupia się na swoim organizmie, odkrywa go i wyraża siebie, dochodząc do tego w organiczny sposób. Teatr jest artystycznym środkiem komunikacji, gdzie żywe organizmy kontaktują się z innymi. Tak samo trudno zdać sobie sprawę z tej elementarnej cechy, kiedy mamy do czynienia z oklepaną, zamkniętą strukturą, jak również ze spektakularnym przedsięwzięciem, ale czy możesz pomyśleć o teatrze bez aktora? To niemożliwe. Żywy organizm jest istotą każdego przedstawienia teatralnego. Miałem szansę to zobaczyć, kiedy prezentowałem swoje spektakle wiejskiej społeczności w Indiach. To, jak przeżywali sztukę: energię, muzykę, kolory było zadziwiające. Ich zaangażowanie sprawiło, że stali się jego częścią. To dokładnie ten rodzaj ludzkiej energii, którego szukałem. Odkryłem, że to jest to naturalne tylko przy spektaklach tego typu. Kiedy wychodzi się na zamkniętą przestrzeń sceny, nawet jeśli jest to wyśmienita sztuka, tę energię się traci. Być może to kwestia powstałego dystansu. Prawdziwość ludzkich doświadczeń i ta energia są najważniejsze. Poczułem, że muszę jak najmocniej ich chronić, aby nie uciekły już na etapie pracy nad spektaklem.

Teatr „Kasba Arghya” w spektaklu „Dr Faustus” w Teatrze Powszechnym w Warszawie / fot. Teatr Powszechny

No właśnie. W jednym z wywiadów, który udzielałeś „The Telegraph”, wspominałeś, że nie interesuje Cię „granie”. Cierpliwie czekasz na moment, kiedy w aktorach urodzi się coś prawdziwego. Wobec tego jestem bardzo ciekawa, jak wyglądają Twoje próby?

Zaczynam od muzyki. Włączam ją i czekam, aż coś się wydarzy. W żaden sposób nie ograniczam aktorów. To jest tak, jakby samodzielnie wydrapywali coś na płótnie duszy. Po prostu mówię im, żeby podążali za muzyką i wyrazili swój stan. Jeden z aktorów daje sygnał, później inny go odbiera, potem kolejny. W naturalny sposób przekazujemy impulsy. To proces precyzyjnej współpracy. Nie stoję nad nimi i nie każę im powtarzać bez końca tekstu. Podążają za muzyką. Przecież ciało jest częścią muzyki. Docieramy w ten sposób do tajemnicy dźwięku, który jest w nim ukryty. Staramy się poprzez ciało wyrazić to, co kryje dusza.

To jakiś konkretny rodzaj muzyki?

Nie ograniczamy się. Każdy utwór i każdy pojedynczy dźwięk. Wszystko, co pozwala nam wyrazić nasze pomysły.

Jak długo pracujecie nad spektaklami?

To zależy. Czasem to jest pięć lat, a czasem wystarczy siedem dni. Jesteśmy jedną społecznością. Żyjemy razem w Kalkucie. Kiedy coś przeczytam, zainspiruję się, to reszta już o tym wie. To polega na współpracy. Tak było ze spektaklem, który graliśmy we wsi Dwaranda niedaleko Shantiniketan w Indiach. To był pierwszy raz, kiedy graliśmy całą noc. Spektakl zaczynał się po kolacji i kończył wczesnym rankiem. Właśnie nad tą sztuką pracowaliśmy przez pięć lat. Podróżowaliśmy z nią po świecie.

Czytałam, że interesują Cię różne przestrzenie, które nie są kojarzone z tradycyjną sceną. Choćby Twoje występy na wsi w Indiach bez żadnego proscenium?

Tak, tak. Znudziła mi się tradycyjna struktura sceny. Popatrz na tą scenografię. Jest bardzo oszczędna, przyleciała razem z nami z Indii. Teraz jest w pomieszczeniu, ale równie dobrze możemy ją rozłożyć gdzieś indziej.

Może masz jakąś wymarzoną przestrzeń, na której chciałbyś wystawić swój spektakl?

Tak. W Polsce są dwa miejsca, które mnie szalenie interesują. Jedno znajduje się w starej części Krakowa – na Kazimierzu. Druga to Muzeum Auschwitz. Jeśli oczywiście się zgodzą.

Na zamkniętej przestrzeni?

Nie. Myślałem o otwartej. Nasi muzycy, polscy artyści, my i 2 tys. widzów.

Które kraje odwiedziliście do tej pory?

Większość tych w Europie m.in. Francja, Rzym, Włochy, Rumunia. Poza tym mieliśmy także występy w Chinach i Singapurze. Oczywiście wielokrotnie byliśmy również w Polsce. To taka moja druga ojczyzna.

Naprawdę? Właśnie chciałam się dowiedzieć, dlaczego postanowiliście, aby premiera „Andgayug – The Age of Holocaust” odbyła się w Krakowie. Czy ma to jakiś związek z historią Żydów w Polsce? A może jest to związane z obecną sytuacją polityczną, o której jest głośno także na forum międzynarodowym?

Jest wiele powodów. Na pewno odczuwam tu pewien rodzaj emocjonalnego połączenia. Polacy są cudowni, zachowują się wobec nas bardzo uprzejmie. Cenię sobie ich szczerość. Poza tym macie tak wiele teatrów. Polska jest niezwykła ze względu na teatry eksperymentalne. Ten stosunkowo mały kraj ma tak wiele utalentowanych ludzi. To jest waszą siłą. Nie spotkałem się tu nigdy z tym, żeby ktoś był dla mnie niegrzeczny. W Polsce czuję się jak w domu.

Bardzo miło mi to słyszeć. Kraków jest miejscem szczególnym dla rozwoju teatru alternatywnego. Jednak to, że premiera tego spektaklu została zaplanowana akurat w tym momencie, wciąż nie daje mi spokoju. To naprawdę zbieg okoliczności?

Wszędzie mamy do czynienia z nacjonalizmem i w każdym miejscu jest on tak samo groźny. Spotkamy się z nim również w Indiach, Bangladeszu, Pakistanie – to globalny problem.

Teatr „Kasba Arghya” w spektaklu „Dr Faustus” w Teatrze Powszechnym w Warszawie / fot. Teatr Powszechny

Planujesz już coś nowego? Jeżeli oczywiście możesz, uchylić rąbka tajemnicy. Czy mamy się spodziewać jakiegoś projektu w Polsce?

Zdecydowanie. Ostatnio wystawialiśmy sztukę „Dr Faustus” w Teatrze Powszechnym w Warszawie, która została bardzo dobrze przyjęta przez publiczność. Zebraliśmy duży aplauz. Planujemy zorganizować warsztaty w Polsce. Odbędą się latem na wsi. To będzie wydarzenie międzynarodowe z uczestnikami z różnych części świata, naszymi aktorami i muzykami.

Czekam z niecierpliwością na więcej szczegółów. Dziękuję ślicznie za rozmowę i życzę miłego pobytu w Polsce.

Również dziękuję i do zobaczenia.

Klaudia Oleksińska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

554 More posts in Film i Teatr category
Recommended for you
Mundial: Czy Polacy wyjdą z grupy? Maryla Rodowicz ocenia szanse
Powstanie film fabularny na podstawie biografii Maryli Rodowicz

Trwają prace nad filmem dokumentalnym o Maryli Rodowicz. Za reżyserię odpowiedzialna jest nominowana do Polskich Nagród...