Niekończący się rozwód

Nie jest niczym niezwykłym, że tabloidy uwielbiają robić z rozwodów sensację. Potrafią ciągnąć temat przez długie tygodnie i snuć najdziksze spekulacje. Zdarza się nawet, że temat czyjegoś rozwodu powraca nieustannie od dekady. Tak, dekady… Mowa o Jennifer Aniston i Bradzie Pitcie.

Źródło: celebwood.com

Jennifer Aniston i Brad Pitt rozwiedli się w październiku 2005 roku, czyli prawie dziesięć lat temu. Ale mimo to nadal mamy wyrażenie jakby stało się to kilka miesięcy temu. Dlaczego? Ano dlatego, że gazety brukowe i portale plotkarskie nieustannie odświeżają ten temat.

Smutna mina Jennifer? Chyba tęskni za Bradem. Rozstała się z kolejnym mężczyzną? Chyba nigdy nie pokocha nikogo tak jak swojego eksmęża. Kłótnia Brada i Angeliny? Czyżby aktor źle wybrał…? Joli znowu schudła? Czuje, że jej związek jest zagrożony przez byłą żonę Pitta? A poza tym wszystko co robi Aniston zawsze kwitowane jest zdaniem: „Próbowała przebić Angelinę”.

Pamiętacie jeszcze w ogóle o co w tym wszystkim chodziło? Otóż Jen i Brad pobrali się w 2000 roku po dwóch latach znajomości i bardzo szybko stali się jedną z „tych” par Hollywood. W telewizji pojawiały się programy z serii „Jak dobrze być Jen i Bradem” opowiadające o ich wspaniałym, wytwornym życiu i faktycznie wydawało się, że ich życie to sielanka. Wszystko zmieniło się w 2005 roku, kiedy para wydała oficjalne oświadczenie, że postanowiła się rozstać, ponadto zaznaczyli w nim również, że nie jest to wynik żadnych spekulacji tabloidów. O jakie spekulacje chodziło? Otóż gazety, kilka tygodni przed ogłoszeniem decyzji Pittów, rozpisywały się o romansie Brada Pitta i Angeliny Jolie na planie filmowym Mr. & Mrs. Smith. Oboje stanowczo jednak temu zaprzeczali. Inną sprawą jest jednak to, że chwilę po tym jak Brad wyprowadził się z domu świat obiegły zdjęcia, na których widać Brada, Angelinę i jej syna Maddoxa na „rodzinnym” spacerze. Trudno było uwierzyć w to, że aktor nie zostawił gwiazdy Przyjaciół dla seksownej Angeliny. Zwłaszcza kiedy dowiedzieliśmy się o tym, że adoptują wspólnie dziecko albo że spodziewają się kolejnego – tym razem biologicznego. Jennifer była zrozpaczona, a w plotkarskiej prasie rozpoczął się maraton rozwodowych newsów, który, z mniejszą lub większą częstotliwością, trwa do dziś.

Sprawie nie pomógł na pewno również wywiad, którego Aniston udzieliła dla Vanity Fair we wrześniu 2005 roku (The Unsikable Jennifer Aniston). Już na samym początku dziennikarka relacjonuje, że chwilę po tym jak przekroczyła prób mieszkania Aniston w Malibu, ta kompletnie się rozkleiła i wybuchła płaczem. Podczas kilkustronicowego wywiadu aktorka opowiada o tym, jak bardzo oczyszczające jest dla niej wypływanie w morze i krzyczenie do fal, że przecież ona też chciała mieć z Bradem dzieci oraz że sytuacja, w której się nagle znalazła jest dla niej jak scena, w której mały Bambi uczy się chodzić. I pomimo że na każdym kroku zapewniała, że nie ma do nikogo żalu i nie chce robić z siebie cierpiętnicy, całość przybrała kształt rozpaczliwej skargi.

Od tego momentu minęło już 10 lat, a portale plotkarskie nadal traktują Aniston jak ofiarę. Za każdym razem kiedy coś wydarzy się w życiu Brangeliny wspominane jest również nazwisko byłej żony Pitta, a jakiś bezimienny przyjaciel ze środowiska aktorki mówi o tym, jak bardzo biedna Jen to przeżywa.

Kilka tygodni temu Jennifer osobiście skomentowała tę kwestię. Podczas wywiadu dla CBS Sunday Morning została zapytana o to, czy nie przeszkadza jej fakt, że ludzie po tylu latach nadal wspominają jej rozwód. Odpowiedziała, że nie jest to już dla niej bolesna kwestia. To co dzieje się w kolorowych czasopismach to tylko telenowela na papierze i chyba wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że to temat napędzany przez media. Powiedziała również, że wszyscy się już z tego otrząsnęli, a spekulowanie na temat tego, czy nadal utrzymuje kontakt z Bradem jest niepoważne. Przyznała, że wymieniają czasem uprzejmości, ale nie jest to żaden stały kontakt, bo chyba prawie żaden rozwodnik nie utrzymuje stałego kontaktu ze swoim byłym współmałżonkiem…

Więc prawdopodobieństwo, że Jennifer Aniston nadal opłakuje swoje nieudane małżeństwo jest bardzo małe. Śmiało można z kolei spekulować, że Aniston doskonale sobie radzi. Od jakiegoś czasu jest zaręczona ze scenarzystą Justinem Therouxem, praktycznie co roku ukazuje się kolejny film z nią w roli głównej. A ponadto jej ostatni film – Cake – jest dramatycznym zwrotem w jej karierze. Bowiem film w końcu przełamuje ciąg mało ambitnych komedii romantycznych, w których głównie występowała do tej pory. Gra tam cierpiącą na chroniczny ból kobietę w średnim wieku, nie ma na sobie grama makijażu i w niczym nie przypomina Jennifer jaką znaliśmy do tej pory.

Co więcej, jej próba (która bardzo łatwo mogła skończyć się druzgocącą krytyką) spotkała się z ogromnym uznaniem. Za rolę Claire Simmons – głównej bohaterki Cake – Aniston otrzymała aż trzy nominacje: do Złotego Globu, Nagrody Krytyków oraz nagrody Amerykańskiej Gildii Filmów. Mówiono również o nominacji oscarowej, ostatecznie okazało się jednak, że aktorka nie znalazła się na ostatecznej liście. Na pocieszenie wyróżniło ją jury Złotej Maliny – Jennifer Aniston trafiła do kategorii aktorów, którzy otrząsnęli się ze swoich żenujących ról i udowodnili, że są świetnymi aktorami.

To chyba odpowiedni moment, aby w końcu przestać użalać się nad Jen.


Aleksandra Supryn

ZOSTAW ODPOWIEDŹ