„Nie jesteśmy narodem smutasów. To mnie zaskoczyło”

Stawia ludzi w niezręcznych sytuacjach, jednym sprawnym ruchem ust wyrzuca ich kilkadziesiąt metrów poza kojącą strefę komfortu. Jeżeli Sylwester Wardęga jest „pieprzoną kopią Remi’ego Gaillarda”, jego spokojnie można nazwać polskim odpowiednikiem Ed Bassmastera. Choć nie do końca. Amerykański komik tysiąca twarzy nie uczynił gwiazdą internetu swojej 90-letniej babci. Nie dysponuje też ani magicznym megafonem, ani legendarnym Nissanem Qashqaiem – wyróżniającym się na nierównych, peryferyjnych drogach.

BartekTekst

Bartek USA, właściwie Karpowski, widzi świat z odpowiedniej perspektywy. Mimo 1,92 wzrostu, nie zamierza patrzeć na ludzi z góry. Mój metraż – jak często mówię – „Lewandowskiego”, w tym duecie niewiele znaczył. Wyglądałem przy Bartku jak polski złoty obok długu publicznego. On gwałtownie rósł, ja spadałem. Na szczęście nie zapadłem się pod ziemię. Nie było takiej potrzeby.

***

Performer grasuje na teranie całej Europy, ale najczęściej można spotkać go w Gdańsku. Umówiliśmy się na jego rewirze. Na Oliwie. W sieci restauracji, których kelnerki nieraz padały ofiarą jego prowokacji. Tego dnia akurat miał kręcić numer. Można w ciemno obstawiać, że nie spodobałby się jego mamie – ona nie lubi, gdy zaczepia ludzi. I pewnie się cieszyła, że w to deszczowe południe musiał odpuścić. Rozchorował się. Nie przeszkodziło to nam popijać wspólną słomką colę.  

**

Hubert Kęska: Twoja choroba, moje zdrowie. Psychiczne. Bałem się, że mnie wkręcisz. Po wszystkim pewnie powtórzyłbym za jedną pulchną bohaterką Twojego filmu: „Dlaczego zawsze mi się to zdarza?”.

Bartek Karpowski: Normalna reakcja. Oczywiście zależy od wkrętu, ale generalnie nikt nie chce wyjść na idiotę. Niezależnie od tego, jestem mile zaskoczony naszym społeczeństwem. Jest fajniejsze niż mi się na początku wydawało. Bardziej otwarte.

Nie jesteśmy narodem wiecznie spieszących się smutasów?

Gdy zacząłem kręcić filmy, wydawało mi się, że jesteśmy ponurzy. Że w sytuacjach kryzysowych wychodzi z nas zaściankowość, buractwo i nie mamy do siebie minimalnego dystansu. Sądziłem, że to logiczne, skoro przez ileś lat historii mieliśmy straszny syf.

A tutaj, pani w sklepie chce Ci kupić brokuły, które wcześniej podłożyłeś jej do koszyka.

Tak, to było zajebiste. Pani była bardzo miła. Powiedziałem jej nawet, że jest kochana.

Nie wszyscy tak reagują.

Zdecydowanie. Przy kręceniu numeru o chusteczce z chloroformem, dostałem w jaja. Dziewczyna myślała chyba, że chcę ją zgwałcić. Z drugiej strony, umówmy się, co za debil mówiłby, że ma chloroform? To było nawet zabawne.

Znacznie poważniej zrobiło się podczas nagrywania „Paweł, przepraszam”. Udawałem tam geja. Miałem na sobie perukę i ubiór sprawiający, że mocno wyróżniałem się z tłumu heteryków. Podbijałem do kolesi z kwiatami. Gdy podszedłem do taksówkarza, wyciągnął nóż. Tego nie widać na nagraniu, bo operator wystraszył się i uciekł. Zamysł numeru był taki, aby wyciągnąć ludzi z ich twardej skorupy. Żeby nie byli zamknięci w swoich poglądach. Lubię przekuwać napompowany do granic możliwości balon. Sam nie mam problemu ze swoją orientacją.

No myślę. Dosiadasz się w parku do zmęczonych życiem nieznajomych i jak gdyby nigdy nic, odpalasz: „Strasznie mi się podobasz. Co robisz dziś wieczorem?”.

Gdyby ktoś zwrócił się tak do mnie, uśmiechnąłbym się: „O, fajnie. Super, że ci się podobam”. Jeżeli gość byłby nachalny, delikatnie wytłumaczyłbym mu: „Sorry, nie lubię łapać się z kolesiami za rękę”. I po kłopocie. Bawi mnie kiedy podchodzę do faceta, próbuję umówić się z nim na randkę i widzę jak w środku się męczy, nosi go, dławi się moimi słowami. Obrósł w pozorną wielkość, a w takich momentach wychodzi jego młodzieńcza niepewność. Niektórzy obawiają się, że ktoś ją obnaży. Jak ten taksówkarz. A przecież ja niczego strasznego nie robię – nie obmacuję go, nie staram się całować. Zareagował agresywnie, ponieważ naokoło było pełno jego kumpli. Zaczęli się śmiać, a on nie mógł wyjść przed nimi na mięczaka. No i stąd dym.

Nerwowi Ci taksówkarze.

Nieźle zbluzgali mnie, gdy grałem klienta bez kasy. Ale tam do żadnej szarpaniny nie doszło.

Nie mieli natomiast skrupułów, jeżeli chodzi o kryształowe szklanki.

Żadnych. (śmiech)

{youtube}5fof9J40Gz0|600|450|0{/youtube}

Wiesz jak zwiększyć wartość złotówki o 100%?

Nigdy się nie zastanawiałem.

Zrobić w każdej dwie dziurki i sprzedawać po dwa złote jako guzik.

(śmiech)

W taksówkach jako walutę traktowałeś: kartę do Makro, Decathlonu,  podwawelską, oskórowanego kurczaka, stary dres i ziemniaki. Jeden pan nawet się na nie skusił.  

Płaciłem też Biblią.

Jesteś wierzący?

Ciężkie pytanie. Na pewno wychowałem się w wierze katolickiej. Jeśli w moim życiu odbywały się jakieś dramaty, modliłem się. Teraz już tego nie robię. Czasem chodzę do kościoła, ale bardziej dla towarzystwa. Samemu mi się nie zdarza.

Na początku filmu z Biblią czytamy: „Materiał został zainspirowany beznadziejną postawą księdza na kolędzie, który swoim zachowaniem postawił znak równości pomiędzy naukami kościoła (sacrum), a pieniędzmi (profanum)”. O co dokładnie chodzi?

Sugestia, aby dać na kościół, była mocno widoczna. „Fajnie, fajnie, ale gdzie są pieniążki”. Nie wiem, w którym momencie rozwoju cywilizacji ksiądz się zatrzymał, ale powinien ostro ruszyć do przodu.  

Wsadziłeś kij w mrowisko?

To nie była prawdziwa Biblia, lecz np. pani z mięsnego była oburzona.  

Gdybyś płacił Koranem, nie mielibyśmy okazji rozmawiać?

A wiesz, że chciałem? Jak byłem we Francji. Znalazłem nawet książkę przypominającą Koran, z zieloną okładką.

I co, dlaczego tego nie widziałem?

Wybrałem się tam w najgorętszym okresie, po zamachu na redakcję Charlie Hebdo. Cały świat – jak dziś – mówił o zagrożeniu atakami terrorystycznymi. Chyba spękałem.

Jedna pani chciała Cię wysłać do spowiedzi.

Tak, gdy piszczałem. Radziła, żebym wydrapał sobie dziary. (śmiech) Sama do mnie podeszła, trzymała w rękach wielki krzyż. Od razu dostrzegłem, że jest podejrzana. Chciała skierować mnie na właściwą ścieżkę i chwała jej za to. Ja jednak kroczę swoją i raczej nie mamy po drodze. Nie spodziewałem się takiej reakcji. Zdecydowanie bardziej natomiast, spodobało mi się zachowanie drugiej kobiety, która tak się wkręciła, że prawie nie zdążyła na autobus.

Dlaczego?

Bo z tą panią z krzyżem mogło być coś nie halo. A ja nie do końca lubię się śmiać z takich osób. Miałem jednocześnie świadomość, że jeżeli to puszczę, to ludzie będą.      

Rachunek w McDonaldsie próbowałeś uregulować butelkami po piwie i narkotykami.

W rzeczywistości była to mąka i tymianek. Film początkowo był dłuższy – uporczywie starałem się zamówić schabowego oraz białą kiełbasę. Takie akcje jednak średnio bawią widzów.

Dużą popularnością na MTV cieszył się swego czasu program MTV Wkurza. Panie z McDonaldsa wygrałyby w nim niezłą sumkę. Wykazywały się anielską cierpliwością.  

Są przyzwyczajone do dziwnych klientów. Mają grubszą skórę. Gdzieś kiedyś czytałem, że w Polsce wciąż pokutuje średniowieczne przekonanie o wyższości „pana” nad chłopem. I chociaż prawdziwi panowie już wyginęli, w mniemaniu niektórych ten podział jest nadal aktualni.

Czym się objawia?

Na pewno znasz ludzi, którzy żyją w przekonaniu, że jak mają pieniądze lub wywodzą się ze szlachty, to są dużo fajniejsi niż reszta. Np. niż pani pracująca w McDonaldzie. I to na niej się wyżywają. Lub na kasjerce z Żabki. Bo nie ma siatek, bo za minutę zamykają sklep, a on chce jeszcze zrobić zakupy. Na zasadzie: „Stoisz na kasie, to jesteś gorsza. Służ mi, bo to ja ci płacę”. Mój kolega, który wyjechał do Anglii z pierwszą falą emigrantów i zarobił na Wyspach dobry hajs, spoglądał na ekspedientkę właśnie z taką nienawiścią: „Widzisz, ja stąd wyjadę, a ty tu zostaniesz. I będziesz pracować na kasie do końca życia”. Nieważne, że ta pani wyglądała na gwiazdę najtańszych filmów porno. Że była lambadziarą z kolczykiem w brwi i nie jest pewnie ani lotna, ani rzutka. Dla mnie traktowanie ludzi z taką pogardą jest dramatycznie słabe. Beznadzieja.

Sam masz grubą skórę?

Średnio. Dawno, dawno temu dorabiałem sobie w jakimś markecie. Wywalili mnie po dwóch godzinach.

Bo?

Wchodziłem z ludźmi w gadkę. Albo np. jak była promocja typu: „kup, dostaniesz 10% zniżki na kolejne zakupy”, to nie żałowałem naklejek. Ludzie mówili: „Super, mogę dostać więcej?”. „Proszę!” – uśmiechałem się, dając im po kilka. Niespecjalnie dbałem więc o interes sklepu. (śmiech

Nie miałeś wyrzutów sumienia udając upośledzonego klienta? Komunikowałeś się z pracownicami Maka jak Crazy Loop. Ewentualnie, Carrington po rowerowej kraksie.  

W Ma-ma-ma? Miałem. Nie mam ich, gdy osoba wkręcana udaje twardziela, debila, albo dobrze się bawi. A tam pani mocno się zaangażowała, usilnie chciała mi pomóc. Widziałem ją gdzieś później i zrobiło mi się wstyd. Że żerowałem na jej dobroci. Nie czułem się z tym komfortowo.

Jak dzwoniąc na kardiologię w Walentynki i prosząc o serce?

To jeszcze filmik z wcześniejszego kanału. Ktoś mi napisał, że zakłócam pracę szpitala. I rzeczywiście, zacząłem się zastanawiać czy nie robię sztucznego tłoku w miejscu, w którym nie powinno go być. Ale telefon do zakładu pogrzebowego uważam za trafiony pomysł. 

A udawanie niewidomego z parasolką-penisem? To stąpanie po bardzo cienkim lodzie. Jedna z reakcji była bardzo ostra.

Tylko nie chodziło o to, że gość zorientował się, że udaję, lecz po prostu był debilem. Przykro mi, ale tak myślę o tym panu. Wkurzył się, że podbijam do niego z dildo. Poczuł, że ten gumowy pindol zagraża w jakiś sposób jego męskości. Przecież on ma plazmę, a nie gumowego dildo! „Jak to moje? Nie moje! Spierdalaj!”.

Często nagrywam filmy z Kiślem. On kręci, a ja podchodzę do ludzi. Pewnego dnia zauważył, że faceci potwornie nie lubią być pokazywani w niemęskich sytuacjach. Np. jak wyrzucają śmieci. Podchodzę do gościa z mikrofonem, robię sondę – pełen legal. I koleś wkurza się nie dlatego, że go zaczepiam, ale że akurat w tym momencie. Idę do innego, to samo. Wolą być przedstawiani jadący na oklep na koniu przy westchnieniach rozmarzonych kobiet, a nie wykonując domowe obowiązki.

Długo przygotowywałeś się do udawania niewidomego?

W ogóle. Tzn. sam zrobiłem sobie laskę, lecz nie uczyłem się z nią chodzić. Czytałem potem wprawdzie komentarze: „Widać, że udajesz, bo mówisz w jedną stronę, a patrzysz w drugą”. Ale to bzdura.

Wardęga realizował słynnego psa-pająka ponad miesiąc. Twój rekord?

Jak Wardęga miesiąc, to powiedzmy, że ja dwa tygodnie. (śmiech)

Najwięcej czasu zajęła mi organizacja numeru z uchodźcami. To było trudne logistycznie. Musiałem pożyczyć od kumpla samochód, skrzyknąć ludzi (ogłaszając możliwość wystąpienia w filmie na facebooku) i ogarnąć im jakieś ubrania, rekwizyty. Samo nagrywanie trwało jeden dzień.

Przebrani za uchodźców zachowywaliście się stereotypowo. Byliście hałaśliwi, zwracaliście na siebie uwagę. Taki obraz przybyszów z Syrii dominuje w naszej świadomości?

Z informacji podawanych przez media, można wysnuć wniosek, że ci ludzie opanowali już Polskę. Że kradną i zabierają nam pracę. A ja ich szukam na ulicy i nie za bardzo mogę znaleźć.

Pod moimi filmami związanymi z muzułmanami jest mnóstwo hejtu. Internauci najchętniej umieściliby ich za drutem kolczastym lub zabawili się w holocaust. Niektóre komentarze naprawdę śmierdzą nazizmem.

Jaki jest Twój ogląd na sprawę?

Ja nie mam tak radykalnych poglądów, z natury jestem otwarty. Muszę jednak przyznać, że po odwiedzeniu Molenbeek (Brukselska dzielnica arabskich uchodźców. Przez konserwatywne środowiska nazywana wylęgarnią terrorystów – przyp. HK) i ogólnie paru wizytach w Belgii, a byłem tam m.in. po zamachach w Brukseli, nie będę tak często jadał kebaba.

Po Molenbeek spacerowałeś w dzień.

Fakt. I w samym środku dzielnicy znalazłem nie tylko sklep ze śmiesznymi rzeczami, ale i kościół katolicki. Wcale nie musi być zatem tak, jak wydaje się na pierwszy rzut oka. Trzeba niemniej powiedzieć, że istotnie są głośni. Zastraszyć się nie dałem.

„Mutant Giant Spider Dog” niemal kosztował Wardęgę sprawę karną. Mogły mu grozić nawet trzy lata więzienia za narażenie bohaterów filmu na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. Prokuratura otrzymała zawiadomienie.           

Ja sprawy nie miałem, za to raz byłem na komendzie. Po tym jak udawałem Świętego Mikołaja. Pewien pan wezwał policję. Przyjechali, spisali mnie i tyle.

Po akcji z fałszywymi tablicami spokojnie wracamy do domów, aż tu nagle drogę zajeżdżają nam dwa motocykle na sygnale. Jeden z mundurowych mnie kojarzył, oglądał mój kanał. Także, pełna kultura.  

Raz policja zrobiła Ci wjazd na chatę.

Weszli i zabrali komputer kolegi. Niczego na nim nie znaleźli, więc zwrócili.

A czego szukali?

Nielegalnych materiałów, wzięli nas za pedofilii. Kręciliśmy coś przy dzieciach, grubsza sprawa. Dostrzegł to jakiś koleś, który miał wtyki w policji i była interwencja.

Za rzekomą kradzież tablicy pogruchotać kości chciał Ci właściciel wysłużonego Golfa.

Otworzył bagażnik, wyciągnął klucz do zmiany śrub i zmierzał w moim kierunku. Najlepsze jest to, że nawet nie sprawdził, czy faktycznie coś mu ukradłem. Cebulactwo. Śmiałem się z tego.  

Jaki masz rekord na setkę? Tylko nie mów, jak Grzegorz Lato, że trzy sekundy.

(śmiech) Troszkę więcej, ale jestem szybki. 

Czułeś się bardzo swobodnie uciekając przed ochroniarzami.

Tak, nawet specjalnie się zatrzymałem, żeby ich podkręcić. „To wasza? Wasza?”. (śmiech)

Przez wiele lat uprawiałem sport – myślę, że widać to po mojej posturze. Pływałem, z czasem wkręciłem się w bieganie. Jest fajne, bo proste. Wychodzisz, biegasz – koniec. Nie musisz się specjalnie przygotowywać. Teraz niestety nie praktykuję, ponieważ mam kłopot z biodrem.

Numer z tablicami cieszył się sporym odzewem i był dość kontrowersyjny. Widzowie uwielbiają oglądać takie rzeczy, aczkolwiek nie są one do końca zgodne ze mną. Aż tak bardzo ludzi wkurwiać nie lubię. Sprawia mi frajdę wybijanie ich ze strefy komfortu, lecz nie będę łapał kogoś za jaja, jak w amerykańskich prankach.

Prosiłeś się o rękoczyny wyzywając ludzi na solo.

Dawniej pewnie stanąłbym pod siłownią i wyskakiwał do największych schabów. Dziś instynkt przetrwania jest silniejszy. (śmiech)

Zachowawczo wybierałeś mniejszych posturą?

Musieliśmy ten film nakręcić szybko, mieliśmy na to jeden dzień. Kręciłem się po mieście i nie trafiłem na większych kolesi. Chociaż nie! Był jeden duży, ale akurat w pracy. W pomarańczowej kamizelce. Zupełnie nie interesowała go solówka.

– No co ty? Jak mamy się bić?

– No przy poniedziałku. Na solo zawsze można iść.

– Po co?

 Taka gadka. Nie doszło do scysji.

Długo zastanawiasz się do kogo podejść? Ravgor mówi, że najbardziej stresuje się tuż przed numerem.

Ravgor, z tego co wiem, przeprowadził się na Teneryfę i zerwał z brzydkimi filmami. Gdzieś przeczytałem, że męczył się, robił je na siłę.  

Jest z natury nieśmiały, te żarty miały być dla niego też pewną formą terapii.

Ja nieśmiały nie jestem, jara mnie podchodzenie do ludzi, występowanie przed kamerą. Jednak czasami mam tak, że robię wszystko, aby nie zacząć. Usiądę, zjem czekoladę, pogram na telefonie. Jeśli już ruszę, idzie jak z płatka. Najgorzej, gdy zaczynam się zastanawiać. „Do tego nie, bo coś tam”, „Do tej nie, bo coś innego”. A często to ci najstraszniej wyglądający goście, okazują się najfajniejszymi ludźmi. 

Dlaczego szerokim łukiem omijasz gdańską Starówkę?

Bo tam trudno o spontaniczne reakcje, ludzie są zabiegani, każdy idzie w swoją stronę. „Nie mam czasu”, „Idź stąd”, „Nie chcę”, „Mam zadzwonić po policję?” – to od nich słyszę. Dlatego jeżdżę po bardziej zaniedbanych dzielnicach, których mieszkańcy nie są tak spięci. Oni nigdzie się nie spieszą – i choć nierzadko zaorani przez życie – są otwarci. Mają znacznie więcej do powiedzenia niż super zadbany elegancik, którego drażnię. Poza tym żyją na co dzień w smutnym miejscu, gdzie tak mało się dzieje, że taki dziwny koleś jak ja jest dla nich atrakcją. „Kurde, on ze mną gada!” – cieszą się, a ja razem z nimi. Wiem, że po wszystkim jeden z drugim pójdzie do domu, opowie o zdarzeniu żonie i pochwali się kolegom. Będzie to wspominał z uśmiechem przez cały dzień.

Dorzucasz im dwa złote do piwa?

Zdarza się. Jak się dobrze gada, to czemu nie. Najczęściej proszą o papierosa. Nie daję, bo nie palę.  

A podenerwowanym taksówkarzom zostawiałeś napiwek?

Tym, z tego bardziej hardkorowego filmu – tak. Tyle że oni nie zawsze chcieli kasę. Stąd zamazane twarze.

Ludzie chcą być wysłuchani? Widzę „najlepszego wyborcę” oraz pana opowiadającego o randce nad jeziorem i odnoszę takie wrażenie.

Z tymi sondami jest tak, że 70-80% osób do których podbijam, ze mną gada. Normalnie zauważyliby z kilometra, że przyjechała telewizja i uciekli jak najdalej od kamer. A ze mną nie ma ze mną operatora, dźwiękowca i wielkiego sprzętu. Ja chodzę po ulicy z małym aparatem i skitranym mikrofonem, który wyciągam tuż przed twarzą.

Tak, uważam, że ludzie chcą być wysłuchani, szczególnie starsze pokolenie. W trakcie przepytywania staram się uzyskać efekt bardziej śmieszny niż poważny, dlatego niektóre opowieści nie do końca mnie interesują. A ludzie potrafią przybliżyć mi historię swojego życia!

Kazus współpasażera pociągu?

Coś w tym stylu, niektórzy są bardzo wylewni. Skoro jesteś na niego skazany, wszystko ci opowie. Ja teoretycznie nie jestem, ale słucham. I niekiedy bywa to męczące.

Wszyscy jesteśmy spragnieni dobrego słowa. Przyjmujemy je z dobrodziejstwem inwentarza. Dostrzegłem to, gdy Ravgor gratulował ludziom „sukcesów na mieście”. Np. zwycięstwa w „wyścigu” na przejściu dla pieszych.

Ja zauważyłem to choćby udając szafiarza. Chwaliłem outfit ludzi i na ich ustach od razu pojawiał się uśmiech. W niedawnym filmie podszedłem do pani z fioletowymi włosami, z taką klasyczną płukanką. Te włosy są dla mnie zabawne, więc zapytałem: „Co się robi, żeby mieć takie super włosy?”. Nie poczuła, że ją atakuję, była dumna. Zaczęła mi opowiadać jak uzyskać wspomniany efekt. I ja się dobrze bawiłem, i ona. Chociaż bawiliśmy się czymś innym. Dlatego właśnie nie jestem chamski i zawsze wszystkim nabranym życzę miłego dnia. 

{youtube}HRQe7uEh65Y|600|450|0{/youtube}

Skąd się wzięły wybijające z rytmu gagi: „skrzypek na dachu”, „flet poprzeczny”, „galaretka agrestowa” i „krakowska sucha”?

Galaretka i flet wymyślane były na spontanie. Skrzypek na dachu i krakowska sucha? To wyrażenia, które mnie śmieszą. Nie wiem dlaczego, po prostu. Tak jak kiełbasa. Słowo kiełbasa jest dla mnie zabawne. Przed akcją mogłem więc gdzieś je zapisać i wokół niego krążyć.

Najbardziej lubię działać na freestyle’u i uzależniać teksty od reakcji ludzi. Działam bez gotowego scenariusza, sporadycznie chcę coś konkretnego przedstawić. Widzę np. kolesia w niebieskiej koszuli i pyk! Jakoś się do tej koszuli odnoszę.      

Jesteś mistrzem ciętej riposty?

Wiesz dlaczego nigdy nie krępowałem się podejść do super laski? Bo lubię, gdy ktoś dobrze mnie skontruje. Naprawdę.

Jedna próbowała.

– Ale się pani skadziła. Cebula, czosnek?

– Chyba na pana widok.

– A więc jednak puściła pani bąka.

Nie dała rady.

Bo była spięta. Jak pan, który na pytanie: „Co pana denerwuje?”, odpowiedział: „Pan”. (śmiech) Co innego „Al Capone”. Wystąpił w dwóch filmach z samochodem. Za pierwszym razem podjeżdżam do niego, gada z jakąś babką. „Czemu pan pali cygarko?” – zaczepiam. „No bo ja jestem Al Capone” – skontrował. Wygrał. Ludzie pisali: „Eee, zagiął cię”. A mnie tak spodobała się ta riposta, że aż zacząłem się śmiać. Później wyemitowali ten materiał w TVN-ie. Znów podjechałem w to samo miejsce i po raz kolejny go zagadałem. Powiedział, że widział się w telewizji i to było zajebiste. Świetny gość. Chętnie poszedłbym z nim na wódkę. Tak jak z panem, który chciał mi podać pin.

Miał ten sam do każdej karty, datę urodzenia.

Dlatego na pewno by postawił. (śmiech)

To przerażające, że tak lekkomyślnie podchodzimy do tego typu spraw?

Bardziej to, że nie znamy swoich praw.

Udajesz kontrolera, pasażerowie posłusznie pokazują Ci na przystanku bilet. Chuchają w kalkulator. Rowerzyści prezentują kartę rowerową. Pani wioząca dokumenty tłumaczy się, że stosowne upoważnienie ma na górze. A pielgrzymi pozwalają sobie przeszukać plecak.

Nadawałbym się do CBŚ, prawda?

Albo do honorowej gwardii Macierewicza.

(śmiech) A będę miał brunatny mundur?

Nie wiem. Na pewno dodatkowe 500 złotych na miesiąc za szkolenia w weekendy.

W takim razie, nie chcę za bardzo mieszać się w politykę. (śmiech)

Tak poważnie, nasza wiedza prawna jest raczej słaba. Szczególnie u starszych osób. Dlatego przed projekcją filmu „Śledzenie” umieściłem tekst: „Pamiętaj. Przeszukiwać może cię tylko policja. Jedynie, jeżeli istnieje uzasadnione podejrzenie przestępstwa. Pytaj o powód. Zapisuj dane”. Spójrz, podchodzi obcy koleś, bez żadnych dokumentów, a oni zaczynają mu się tłumaczyć, boją się go. Dziwne. Jak reakcje ludzi, gdy wywalam się w komunikacji miejskiej z jajkami. „Co pan zrobił?!”. Ich zdezorientowany wzrok, kiedy wiedzą, że mnie nie dotknęli – bezcenny.

Bałbyś się napisać w szkolnej toalecie „Andrzej Dupa”?

Z tą polityką też mówiłem całkiem serio. Nie chce jawnie się w nią mieszać.

Już trochę się wmieszałeś wcielając w dilera słodyczy pod szkołą. Dla PO były to twarde narkotyki.  

Zrobiłem bekę społeczną z ich pomysłu. Staram się reagować jak coś jest głupie lub groźne. Ale nie chciałbym się opowiadać za żadną ze stron.

Gdyby jednak, ktoś znów wpadł na pomysł prostowania polskich ogórków, można liczyć na Twój komentarz?

Przy takich absurdach na pewno. Niedługo wezmę udział w projekcie kolegi, który chce zmierzyć się z takimi bezsensami.

Strony: 1 2

2 komentarze

  • Seb pisze:

    Nonsens! Polacy to nie żadne smutasy. Ani też nie ma w nas zasciankowosci czy braku dystansu. Polak ma zupełnie inną mentalność. I Polska nie miała żadnej przesadnie posranej historii, po to, aby ludzie nie mogli swobodnie obrażac Polski i sugerować, że to co głupie, niewłaściwe jest u nas normą. Od nadmiaru pecha byśmy zginęli.

  • Seb pisze:

    I nie było żadnej emigracji, bo Polska to nie dziadostwo, z którego się ucieka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

1242 More posts in Publicystyka category
Recommended for you
Stalin
To już nie jest połowa! Rekordowe poparcie Rosjan dla… Stalina

Bloomberg opublikował ciekawe badania. Wynika z nich, że większość Rosjan pozytywnie ocenia postać Józefa Stalina....