Polska najadła się wstydu na Mundialu, a ja mam to gdzieś

 

 

Długo wyczekiwany Mundial, czyli Mistrzostwa Świata w piłce nożnej, które rozpoczęły się 14 czerwca w Rosji. Nieprzypadkowo wyjaśniam to pojęcie. W tym miejscu muszę zaskoczyć wszystkich fanów oraz producentów, wiernie kupujących i tworzących gadżety, bez których to największe święto sportu by się nie odbyło. Otóż istnieje spora grupa ludzi, która nie ma zielonego pojęcia, o co właściwie chodzi w tym szaleństwie i mało tego – dobrze jej z tym

 

 

Fot. Pexels

 

 

Muszą tylko przetrwać jakoś ten miesiąc z banem na ulubione programy, gazety, knajpy i święty spokój. Do 15 lipca należy też zachować szczególną ostrożność, bo już niedługo z lodówki wyskoczy piłka nożna, która cudem ocalała w przeciwieństwie do piwa – zbawiennego trunku dla osobników blokujących od kilku tygodni telewizor, którzy zapijają nim porażki polskiej reprezentacji.

 

 

Prawo do ignorancji w kwestii Mundialu

 

Nie chodzi tu o jakąś osobistą zemstę, czy ignorancję w dziedzinie uprawiania tego pasywnego sportu, do której przyznaję się bez bicia. Chodzi o prawo do tej ignorancji, które próbuje mi się odebrać i o szereg innych swobód zawieszonych, aż do magicznego zakończenia wydarzenia na M, które z szacunku do jego wyznawców zapisuję wielką literą.

 

 

 

Fot. Pexels

 

 

Mundialowy patriotyzm

 

Nie rozumiem, dlaczego oglądanie bandy spoconych facetów, goniących za piłką jest dla kogoś interesujące, ale nic mi do tego. W pełni akceptuję nawet najdziwniejsze manie większości populacji. Natomiast nie ma we mnie zgody na to, aby mówić, że nie jestem patriotką, bo nie oglądam meczu Polska – Senegal, albo nie znam się na sporcie, tylko dlatego, że nie siedzę z kastrą piwa, nie opycham się chipsami i nie przyglądam się jak inni grają w piłkę, a zamiast tego przebiegłam kolejną trasę. Właśnie dlatego, nie widzę powodu, dla którego fani Mundialu przypisują sobie monopol na prawdę? Dlaczego nie mogę liczyć na szacunek do mojego braku zainteresowania tym wydarzeniem oraz odmiennej definicji aktywności fizycznej i patriotyzmu?

 

 

 

Fot. Pexels

 

 

Ja nikomu nie każę biegać dziesięciu okrążeń, robić codziennie jogi i chodzić kilka razy w tygodniu do teatru, kina czy na wystawy. Nie zmuszam też nikogo do czytania książek, podróżowania i nauki języków obcych. W dodatku nie staję na środku i nie buntuję się przeciwko temu, że większość społeczeństwa nie zajmuje się sprawami naszego państwa, nie czyta ustaw, prasy, nie dyskutuje, co dla mnie stanowi przykład postawy patriotycznej. Każdy może ubrać się w barwy narodowe i odśpiewać hymn, natomiast dużo trudniej jest coś realnie zmienić w naszym kraju. Z tym że ja, nie mam o to pretensji i nie zamykam nikogo w szufladce laik czy nie – Polak, tylko dlatego, że inaczej definiuje sport i patriotyzm. 

 

 

Fot. Pexels

 

 

 

Mundial vs prawa mniejszości

 

 

Z tego powodu uważam, że Mundial łamie prawa mniejszości, bo wszystkim narzuca się jedną słuszną dyscyplinę sportową, prawą definicję patriotyzmu oraz nijako organizuje czas wolny. Nie można wyjść ze znajomymi do knajpy, żeby w spokoju się napić, porozmawiać, bo do godziny 22:00 w każdym szanującym się barze jest strefa kibica. Tam ciągłe okrzyki, zajęte stoliki, porozbijane kufle, śpiewy i piłka nożna.

 

 

Fot. Pexels

 

 

Ciekawa jestem, czy w święto teatru, kina lub muzyki każdy lokal będzie przepełniony miłośnikami sztuki, a wszyscy mniej zainteresowani będą skazani na oglądanie, dajmy na to wieczornego pokazu Teatru Telewizji lub Oscarów. Albo wyobraźcie sobie międzynarodowe święto hokeja, które byłoby wszędzie wyświetlane, a osoby niezainteresowane tym sportem nie miałyby możliwości wyboru. Nie mam nic przeciwko tworzeniu grup fanów, którzy w kilku kameralnych miejscach będą podzielać swoją pasję i oglądać transmisję ważnych dla nich wydarzeń, ale litości, nie narzucajcie tego innym i nie zabierajcie im przestrzeni.

 

 

Wolność, Równość, Mundial

 

 

Mundial opanował też wszystkie domowe telewizory, a osoby, które w jakiś sposób wygrały batalię ze swoją drugą połową, mają bardzo ograniczony wybór, gdyż wszystkie mecze są nadawane w Telewizji Publicznej.

 

 

Fot. Pexels

 

 

Znam nawet przypadek grupy studentów, którzy buntowali się przeciwko temu, że mecz był nadawany w tracie trwania ich egzaminu. W odpowiedzi prowadzący przybył na egzamin z polską flagą i w trakcie, gdy studenci pisali, on na bieżąco informował ich o postępach polskiej reprezentacji w starciu z Senegalem. Ciekawe co mogli zrobić, ci, których transmisja dekoncentrowała? Wyjść z egzaminu, czy może domagać się prawa do respektowania swojej mundialowej ignorancji, która mogłaby zapewnić im pisanie w godnych warunkach.

 

 

Zatem wypada się zastanowić czy aby na pewno ci, których Mundial mało obchodzi, mogą mieć go gdzieś. Jako jedna z reprezentantek tej grupy, mogę powiedzieć, że bardzo by chcieli. Jeżeli mogli wyjechać na wcześniejsze wakacje, to może im się to udać, choć knajpy dla bezpieczeństwa powinni omijać szerokim łukiem. Innym ofiarom demokracji, które podobnie jak ja, nie mogły sobie pozwolić na taki luksus, pozostaje cierpliwie odliczać dni.

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ