Film ,,Disco Polo” – hit czy kicz?

,,Wszyscy Polacy to jedna rodzina’’ – w końcu fani muzyki disco polo doczekali się filmu opowiadającego historię tego barwnego gatunku muzycznego. Zwiastun filmu zachęca. Zapowiada niezłą zabawę. Bogata kolorystka, nieco kiczowate stroje z minionej epoki, zwiastują nie najgorszą komedię w polskim wydaniu.

disco zda Life4style 

Sam film w reżyserii Macieja Bochniaka momentami być może zabawny, nie zachwyca. Przedstawia historię Tomka (Dawid Ogrodnik) – chłopaka, który ,,uwięziony” w niewielkiej miejscowości marzy o karierze gwiazdy disco polo. W przypływie determinacji zabiera ze sobą przyjaciela Rudego – kompozytora i jego kuzynkę – Miksera, pełniąca w zespole rolę technika i wyjeżdża, aby zawalczyć o swoją przyszłość.

 

Film  pokazuje z naszej perspektywy śmieszne już lata 90. i fenomen barwnych strojów, a przede wszystkim fenomen sukcesu skocznego disco polo. Muzyki, która od momentu swojego powstania cieszy się ogromną popularnością wśród słuchaczy, ale nigdy nie zdobyła uznania wśród krytyków. Ekranizacja ,,Disco Polo” to przede wszystkim barwna kolorystyka. Każde ujęcie przepełnione jest fantazją, blaskiem, cekinami i finezyjnymi strojami. Twórcy zabierają nas w nieco bajkowy świat.

 

Film przepełniony jest muzyką. Możemy w nim usłyszeć piosenki różnych wykonawców disco polo, uznane za największe hity tego gatunku. Zbyt często wykorzystywane efekty specjalne (takie jak cofnięcie czasu) i inne bajkowe zabiegi nie dostarczają widzom niezapomnianych wrażeń. Kiedy już Tomek trafia do prawdziwego świata disco polo i staje się gwiazdą, twórcy filmu zabierają nas w podróż, podczas której możemy podziwiać zawrotną karierę chłopaka i jego przyjaciół. Jako widzowie stajemy się poniekąd uczestnikami imprez zakrapianych mocnymi trunkami oraz koncertów, na które tłumnie przybywają nastoletnie fanki. W filmie nie mogło oczywiście zabraknąć wątku miłosnego – Tomek zakochuje się w gwieździe disco polo – Gensoninie,  ale nie może się z nią spotykać, bo jest ona związana z ich wspólnym wydawcą Danielem Polakiem (Tomasz Kot). Historia miłości kończy się oczywiście szczęśliwie, jak we wszystkich tego rodzaju filmach, ale nie tylko w filmach. Często historia walki o sławę, a później o serce pięknej kobiety jest inspiracją tekstów piosenek disco polo. Podczas całego filmu twórcy trzymają widzów w świecie fantazji – raz widzimy scenę z westernów, innym razem do złudzenia przypominającą tę z ,,Titanica’’.

 

Polski ,,American Dream” z iście gwiazdorską obsadą. Wiele można było się spodziewać po Tomaszu Kocie, pamiętając go z fenomenalnej roli profesora Religii. Niestety w tym filmie aktor nie zaskakuje. Po zastanowieniu dochodzimy do wniosku, że nie możemy od odtwórcy roli oczekiwać brawurowej gry, kiedy nie ma co zagrać. Ogromnym zaskoczeniem jest barwna postać Rudego odgrywana przez Piotra Głowackiego, którego szersza publiczność kojarzy z rolą zrównoważonego profesora Mariana Zembali w filmie ,,Bogowie’’.

 

Ogólny wyraz artystyczny filmu nie jest szczególnie dobry. Zastanowić się jedynie należy czy twórcom zależało na tym, aby był to film klasyfikowany w kategorii ,,wielkich filmów’’. Może chcieli stworzyć zabawną, soczystą i nieco bajkową historię? Zapewne tak! Oczywiste jest, że film koniecznie należy traktować z dystansem, pamiętajmy, że to komedia – kreacja wymyślona przez twórców filmowych.

 

Przyznać należy, że jeśli twórcy chcieli stworzyć coś niecodziennego i nieco komicznego to odnieśli sukces, bo film cieszy się niemałym powodzeniem. Bilety na seans, na który się wybrałam, wykupione zostały z wyprzedzeniem. Zastanawiam się, jakie pobudki kierowały widzami? Mną z pewnością ciekawość. Czy takie kino odpowiada polskim gustom? A może to właśnie ciekawość i chęć obejrzenia filmu, który nie zmusza do myślenia spowodowały, że w kolejce do kas kinowych należało spędzić dobrych kilka minut?

 

Na pewno to film inny, jakich jeszcze w polskiej kinematografii nie było. Z pewnością zadowoli on wszystkich fanów jakże popularnego w Polsce disco polo. Może właśnie perspektywa braku wysiłku intelektualnego, odprężenia i relaksu, to główne czynniki, które pozwalają klasyfikować ten film jako ,,lekki, łatwy i przyjemny’’. Określenia „relaks” i „odprężenie” nie zostały tu użyte przypadkowo, przez cały seans dało się słyszeć nieśmiałe pomrukiwania do słyszanych melodii. A prawdziwie wodze fantazji widzowie puścili po seansie, kiedy już rozluźnieni, wychodząc z sali, zaczęli tupać nóżkami lub kręcić biodrami w takt usłyszanych wcześniej piosenek. Jeśli twórcy chcieli zrobić komedię, która poprawi humor i rozluźni, to chyba powinni uważać  film za swój sukces. 

 

Magdalena Wielądek

ZOSTAW ODPOWIEDŹ