Po co ćwiczysz? Jesteś chuda!

po co tekst life4styleJakoś utarło się w naszym społeczeństwie, że jeśli kobieta ćwiczy to po to, żeby schudnąć. Zupełnie inaczej jest z mężczyznami – oni biegają dla zdrowia i lepszego samopoczucia, ale przedstawicielki płci pięknej tylko dla poprawy sylwetki. Podobnie jest z jedzeniem. Zdrowe odżywianie dla większości jest synonimem rygorystycznej diety i niemal każda kobieta z sucharkiem w ręku postrzegana jest jako pragnąca zrzucić na wadze. Pół biedy, jeśli ta pani jest przy kości, bo wtedy sypią się pochwały za poświęcenie i chęć wprowadzenia zmian w swoim życiu. Problem pojawia się dopiero, gdy dietetyczne wafle chrupie dziewczyna szczupła…

Nie wiem, czy wstęp do końca oddaje myśl przewodnią tekstu – sprawę, która dręczy mnie (i założę się, że nie tylko mnie) od jakiegoś czasu. A mianowicie: skąd, do cholery, przekonanie, że kobiety ćwiczą i zdrowo się odżywiają tylko po to, aby schudnąć? Nieraz słyszy się komentarze w stylu: O rany, po co Ty biegasz, przecież jesteś taka chuda! albo Dziecko, zostaw tę sałatę, zjedz coś normalnego. W tym momencie nasuwają się pytania. Co to znaczy jedzenie „normalne?” Schabowy w panierce? Żeberka ociekające sosem? Czy niedzielny rosół pokryty okami tłuszczu? I czy poranny jogging musi służyć walce z nadwagą? Otóż nie…

Nie wiem, czy przytoczenie argumentu „ćwiczę dla zdrowia” ma jakikolwiek sens, bo do tej pory wydawało mi się oczywistym, że to jeden z głównych powodów podejmowania aktywności fizycznej. Okazuję się jednak, że nie zawsze. Szkoda, bo udowodniono, że ludzie uprawiający sport wolniej się starzeją. Dodatkowo u takich osób zmniejsza się ryzyko zawału, a poprawia wydolność układu krążenia. Regularna aktywność fizyczna zapobiega nadciśnieniu tętniczemu, cukrzycy insulinoniezależnej, żylakom i osteoporozie, wpływa za to pozytywnie na stan mięśni i kości. Redukcja stanów depresyjnych i pomoc w walce z nałogami to kolejny plus, a w sumie jest ich o wiele, wiele więcej.

Poprawa kondycji i ogólnej sprawności jest kolejnym argumentem, w sporze z zaściankowymi zarzutami. Dzięki nim człowiek lepiej radzi sobie z bólem, a w przypadku kontuzji szybciej dojdzie do siebie. Każdy człowiek powinien posiadać kondycję na takim poziomie, by po przebiegnięciu kilkunastu metrów do autobusu, nie sapać przez kolejne trzy przystanki i nie łapać zadyszki po wejściu na pierwsze piętro. Z tym niestety bywa u nas różnie.

Najbardziej przemawiającym z argumentów jest czerpanie przyjemności ze sportu. Jeden lubi spędzać całe dnie grając w CS’a na komputerze, ktoś inny woli posklejać modele samolotów, a ja w tym czasie wolę poskakać w rytm muzyki na zajęciach fitness. Każdy, gdyby tylko chciał, znalazłby idealny sport dla siebie. Coraz więcej osób odkrywa przyjemność np. z biegania. Można wtedy w spokoju przemyśleć sprawy, na które nie miało się czasu w ciągu dnia i pobyć samemu ze sobą, więc gdy ktoś jeszcze raz zapyta Cię, po co biegasz (przecież i tak jesteś chuda), zaproponuj mu truchcik wokół parku, niech sam rozwieje swoje wątpliwości.

Jest jeszcze jeden powód, dla którego my – kobiety, ćwiczmy. Jest on związany z poprawą sylwetki, ale nie ma nic wspólnego z chudnięciem. Nie chodzi o utratę tkanki tłuszczowej, lecz o uwidocznienie lub nawet rozrost tkanki mięśniowej i wyrobienie odpowiednich proporcji. Szczupła sylwetka wcale nie jest tą idealną, ważny jest również delikatny zarys mięśni. Gdy kobieta wybiera się na siłownie niekoniecznie marzy, by schudnąć, być może chce… „przypakować”.

Podobnie jest ze zdrowym odżywianiem. Jesteś ze znajomymi, wyciągasz z plecaka jabłko i słyszysz: A Ty co? Odchudzasz się? Zastanawiające jest kiedy w końcu pożegnamy ten bzdurny pogląd, że racjonalne odżywianie zawsze ma coś wspólnego z odchudzaniem. Kobiety coraz częściej uświadamiają sobie (same lub z pomocą np. trenera) jakich wartości odżywczych potrzebuje ich organizm do poprawnego funkcjonowania. Zaczynają o siebie dbać, bo wiedzą, że śmieciowe jedzenie ma wpływ nie tylko na sylwetkę, ale i na cerę, włosy oraz samopoczucie. Często kierują się też walorami smakowymi, bo zdrowa żywność naprawdę może być smaczna. Czasami zdrowe odżywianie wiąże się z zaleceniami lekarza, dlatego uwagi typu: Skończ z tą dietą, wyglądasz ładnie są nie na miejscu.

Skąd wśród ludzi (głównie starszych) takie poglądy? Na chwilę obecną winowajca jest jeden – brak edukacji zdrowotnej w latach młodości. Zauważcie, że uwagi dotyczące naszej sylwetki bardzo często wygłaszane są przez babcie, ewentualnie starsze sąsiadki. Ja ostatnio od swojej usłyszałam, że jestem za sucha i jej pies wygląda lepiej niż ja. Czy się przejęłam? Oczywiście, że nie, bo ideałem kobiety według niej jest taka z lekką nadwagą, po której widać, że nie stroni od dokładek. W dzisiejszych czasach w szkołach kładziony jest duży nacisk na szerzenie edukacji zdrowotnej. Uczniowie uczą się, jak przygotowywać posiłki, by były zdrowe, ile i kiedy powinni jeść oraz jak obliczyć BMI. Kształtuje się wśród nich postawy prozdrowotne i jestem pewna, że za kilkadziesiąt lat, nikt już nie będzie wciskał swojemu dziecku podwójnej dokładki tłustego pulpecika.

Na zakończenie obalę jeszcze argument, z którym każda z nas nie raz się spotkała, czyli Facet nie pies, na kości nie poleci. Żadna nie deklaruje, że dba o siebie tylko po to, by zaimponować płci przeciwnej. Wszystkie wiemy, że najważniejsze, to podobać się samej sobie. Jednak gdy ktoś wytacza ciężkie działa (argumenty o mężczyznach), odeprzyj atak: Owszem, facet nie pies, na kości nie poleci, ale też nie sikorka, żeby słoninę dziobać.

Anna Kukiełka

ZOSTAW ODPOWIEDŹ