Słoik pełen muzyki
Lubisz słuchać muzyki na żywo? Szukasz zespołu na wesele lub imprezę? A może po prostu chcesz się dobrze bawić i poznać nowych ludzi? Jeśli tak, koniecznie wpadnij na jam session.
Wieczór, lekko zadymiony lokal, trio jazzowe gra popularny numer. Nagle ktoś wstaje od stolika i zaczyna grać solówkę na saksie. W tym czasie barmanka nalewa ostatnie piwo i wychodzi zza baru. Gdy saksofonista kończy solo, dziewczyna zaczyna śpiewać. Na koniec cała piątka dostaje rzęsiste brawa, kolejni muzycy zmieniają tych, którzy już grali. To zwykły obrazek z jam session.
Jego istotą jest wspólne granie. Ludzie grali w ten sposób od kiedy tylko odkryli muzykę. W latach 20. ubiegłego wieku ta forma zabawy zyskała własną nazwę: jam session. Początkowo jamy były związane z jazzem i bluesem, obecnie dotyczą wszystkich gatunków muzyki. Muzycy spotykają się, żeby razem improwizować, sprawdzać swoje umiejętności i uczyć się od siebie. Łatwo tu nawiązać nowe znajomości. To też rodzaj muzycznego targu. Można tu posłuchać i ocenić grających „w ogniu walki”. Na nagraniach można oszukiwać, powtarzać utwór sto razy i poprawiać go po fakcie. Tutaj liczą się umiejętności. Jeśli chcesz na przykład wynająć kapelę na wesele, to dobre miejsce na poszukiwania. Jeśli ktoś dobrze sobie radzi na jamie, na pewno zagra równie dobrze na imprezie. Najlepiej przejść się na kilka jamów, na każdym pojawią się inni muzycy, warto wziąć kontakt do kilu z nich.
Co jest grane zależy tylko od tego, kto jest na scenie. Może to być jazzowa ballada lub funkowy energetyczny kawałek. Często artyści grają ze sobą pierwszy raz, w ogóle się nie znając. Dla publiczności jam session to okazja do posłuchania świetnej, pełnej życia muzyki. Jamowe wykonania bardzo różnią się od tych znanych z radia czy koncertów. Są dużo dłuższe i w większej części improwizowane. Przeważnie na początku utworu jest grana główna melodia (np. Billie Jean Jacksona) potem wszyscy uczestnicy po kolei grają solówki, w których popisują się swoimi zdolnościami. Na koniec powtarzają główną melodię.
Tego typu imprezy mają swoją nieformalną etykietę. Każde miejsce rządzi się swoimi prawami, ale wszędzie sprowadza się to do dwóch prostych zasad: pamiętaj, że nie grasz sam i że ktoś cię słucha. Wszyscy są mile widziani, nawet początkujący muzycy i wokaliści. Jeśli chcesz wejść na scenę, ale nie jesteś pewien, jak się zachować, po prostu zapytaj kogoś, kto już grał. A jeśli jesteś tu tylko po to, aby posłuchać, po prostu baw się dobrze. Możesz swobodnie rozmawiać, to nie koncert. Jeśli podoba Ci się jakieś solo, wyraź to, na przykład gwizdem uznania lub brawami. Jeśli masz ochotę tańczyć – śmiało, po prostu to zrób.
W każdym większym mieście jest jakieś jam session. Przeważnie odbywają się późnym wieczorem, raczej w środku tygodnia (weekendy i dni wolne to czas, kiedy muzycy pracują). Najlepiej poszukać w Internecie lub zapytać znajomych muzyków. Często jam session odbywają się po festiwalach muzycznych. W Warszawie regularnie jamuje się w Harendzie (wtorkowe blues session), Chwila da Club (funkowo jazzowe jamy we wtorek). Bardzo wysoki poziom reprezentował Barometr, jednak ta impreza właśnie przeniosła się do Harendy, gdzie odbywa się co poniedziałek.
Mapa stołecznych jam session jest dynamiczna. Często pojawiają się nowe imprezy, najaktualniejsze informacje można znaleźć na Facebook’u. Jeśli będziecie mieć okazję przyjść na którąś i posłuchać, nie wahajcie się- na pewno będziecie się dobrze bawić.
Michał Mościcki