„Nie będę palić swoich zdjęć”

 

Danuta Awolusi – blogerka i autorka książki „Na wysokim niebie” – schudła aż 70 kg i udowodniła, że nie ma rzeczy niemożliwych. Zrewolucjonizowała swoje życie, dzięki czemu pierwszy raz poczuła się wolna. Teraz jest Dziką Kobietą, ale nie chce się odcinać od przeszłości. Jak sama mówi, wszystko zaczyna się w głowie, a do zmian trzeba dojrzeć.

fot. Katarzyna Żelechowska

Jakie ma Pani rady dla tych osób, które chciałyby schudnąć? Od czego zacząć ten proces u siebie?

Od myślenia. Nie ma innej drogi. Każdy człowiek chce schudnąć z innego powodu. Teoretycznie wszystkich nas łączy to samo – poczucie wykluczenia społecznego.

W jaki sposób zachowanie społeczeństwa wpłynęło na takie poczucie?

Przede wszystkim odnosiłam wrażenie, że jakaś część świata uważa, że jestem brzydka, a przez to gorsza. Nie zdarzało mi się, żebym poczuła się atrakcyjna w oczach mężczyzn. Wykluczenie społeczne wynika głównie z podejścia męskiej populacji, to się czuje najbardziej…

Tylko z tej męskiej, czy z kobiecej też?

Kobiety postrzegały mnie w podobny sposób. Nikt tego głośno nie powie, ale to czasem widać w oczach. Osoba o rozmiarze 54 jest dyskryminowana przez sieciówki odzieżowe. Na rozmowie kwalifikacyjnej odnosi się wrażenie, że została wybrana atrakcyjniejsza kobieta. Na egzaminie na studiach pojawia się myśl, że koleżanka obok dostała lepszą ocenę, pomimo tego, że nie umiała więcej.

Może to tylko wrażenie, ponieważ nie miała Pani wtedy o sobie dobrego zdania.

Jest to bardzo prawdopodobne. Wykluczenie społeczne wynika z tego, że ludzie nie potrafią zrozumieć, dlaczego osoby otyłe nie podejmują żadnych działań zmierzających do poprawy zdrowia czy wyglądu. Poza tym związane jest to ze zdaniem lekarzy, że nie można akceptować otyłości, bo to jest niszczenie swojego ciała.

Wydaje się, że świat często piętnuje osoby z otyłością lub nadwagą.

Dobre słowo – piętnuje. Czułam się tak całe życie i myślę, że wszystkie osoby otyłe czują się podobnie. W niektórych państwach zarysowuje się trend, według którego osoby o większych rozmiarach tworzą grupy i mówią głośno, że na świecie potrzebni są różni ludzie: grubi, chudzi, niscy, wysocy. Różnice między nami sprawiają, że świat jest piękny.

Po tej metamorfozie założyła Pani blog z myślą o osobach znajdujących się w podobnej sytuacji. Jest wiele pytań z ich strony?

Blog powstał po roku. Na początku pisali do mnie znajomi. Standardowe pytanie dotyczy tego, jak mi się udało osiągnąć taki rezultat. Spoczęła na mnie wielka odpowiedzialność, ale nie mam recepty jak tego dokonać. Każdy musi znaleźć własną drogę. Założyłam blog, ponieważ uznałam, że będzie to najlepsze miejsce na wyrzucenie z siebie wszystkich emocji i przemyśleń. Po pół roku blog stał się myślodsiewnią lifestylową, w której teraz piszę z moim alter ego Dzikiej Kobiety.

Osoby otyłe wydają się mieć dystans do siebie, którego brakuje osobom szczupłym. Dzika Kobieta sprawia wrażenie silnej i pewnej siebie, ale kiedyś musiało być inaczej.

Osoby otyłe mają dwie maski. Jedna maska dotyczy własnej osoby, a druga – społeczeństwa. To są tylko powłoki i mechanizm obronny, bo takie osoby nie mogą dopuścić do siebie myśli, że przeszkadza im ich otyłość. W ten sposób bronią się przed depresją. Są momenty kiedy ta maska jest zerwana na chwilę. Najczęściej zdarzają się one w obliczu szykan publicznych.

Osiągnięcie takiego rezultatu można uznać za koniec zmagań?

Jestem zafiksowana na punkcie treningów i cały czas uważam na to co jem. Wbrew pozorom problemy zaczynają się od momentu kiedy się schudnie. Spadają wtedy łuski z oczu, a świat staje otworem. W tamtym czasie zachłysnęłam się swoją kobiecością. Pierwszy raz w życiu mogłam sobie kupić ubranie w normalnym dziale. Kiedyś mogłam nałożyć ubranie z działu XXL lub ciążowego, a teraz mam do wyboru ubrania z całego sklepu. Problemem są chociażby zbliżające się święta, bo już teraz kalkuluję, ile zjem przez ten czas. Z drugiej strony nie chciałabym być tą dawną kobietą z dwiema maskami. Jestem szczęśliwsza, ponieważ pierwszy raz w życiu czuję się wolna oraz mam świadomość tego, co mnie ogranicza.

Jest Pani autorką książki „Na wysokim niebie”. Czy historia w niej zawarta wiąże się z rewolucją żywieniową w Pani życiu?

Pomysł na napisanie tej książki długo dojrzewał w mojej głowie, ale zaczęłam ją pisać dwa miesiące przed rozpoczęciem metamorfozy. Opowiada o Ani – otyłej dziewczynce z dysfunkcyjnego domu, która sama musi o siebie zadbać. Jest to obraz dziewczynki wykluczonej społecznie. Ania jest wykluczona przez otyłość i zaniedbanie. Wiąże się to z moimi doświadczeniami z dzieciństwa, gdyż przez całą szkołę podstawową byłam szykanowana przez rówieśników. Historię Ani i mojej metamorfozy łączy przesłanie, że każdy w swoim życiu ma szansę na zmianę. Dzięki swej uniwersalności, jest to książka zarówno dla młodzieży, jak i dla dorosłych.

Metamorfoza sprawiła, że rozpoczęła Pani nowy etap w swoim życiu. Czy to znaczy, że można odciąć przeszłość grubą linią?

Nie chciałabym wracać do tego co było, ale z drugiej strony nie chcę się odcinać od przeszłości. Nie należę do ludzi, którzy palą swoje zdjęcia, bo nie odpowiada im to, kim kiedyś byli. Mamy jedno życie, dlatego nie możemy kasować lat, bo w ten sposób tracimy wspomnienia.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Paulina Rożej

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ