Natalia Jakuła: Nie ma rzeczy niemożliwych

Natalia Jakula2.tekst.spoprteuroJak sama twierdzi, przypadkiem została zauważona przez producenta telewizyjnego i tak zaczęła się jej przygoda z mediami. Kilka lat później ten sam przypadek sprawił, że wygrała telewizyjne show, w którym nagrodą był staż w jednej z największych muzycznych telewizji w Polsce, VIVA. Przypadkiem, tak bardzo spodobała się szefom stacji, że postanowili przedłużyć z nią kontrakt o kolejne cztery lata. Kilka miesięcy temu pracę zaproponował jej sam Michał Figurski. Przypadkiem? Nie dajcie się zwieść jej słowom. Natalia Jakuła ma talent i charyzmę, a na swój sukces każdego dnia ciężko pracuje.

Paulina Ostapiuk: Natalia, byłaś bardzo młoda kiedy zaczynałaś karierę telewizyjną w programie „Dziewczyny w bikini”. Dziś jesteś rozpoznawalną dziennikarką muzyczną, współpracującą z największymi stacjami telewizyjnymi w Polsce? Myślisz, że call tv to był dobry początek kariery? Nie żałujesz tego?

Natalia Jakuła: Nie, absolutnie nie żałuję bo to była super przygoda. Trafiłam tam zupełnie przypadkiem. Podczas pobytu u znajomych w Anglii w weekendy pracowałam za barem. Tuż przed Świętami Bożego Narodzenia poznałam wspólnika biznesowego Polsatu, a dokładnie wspólnika Telecoms TV, który kręcił dla stacji właśnie program „Dziewczyny w bikini”. On był klientem baru, przyszedł wieczorem, ale ja powiedziałam, że nie mogę rozmawiać. Rano przyszedł jeszcze raz i powiedział mi o co chodzi. Początkowo kompletnie nie brałam tego do siebie, myślałam, że jest to „tani podryw” i zlekceważyłam całą sytuację, ale on zostawił mi namiary na producenta z Londynu i poprosił, żebym się z nim skontaktowała. W tamtym czasie mieszkałam na północy Anglii, niedaleko Manchesteru więc pomyślałam, że jeśli będę kiedyś w Londynie to się z nim skontaktuję i dowiem się o co tak naprawdę chodzi. Po dwóch miesiącach od tego spotkania pojechałam do Londynu, odwiedziłam to studio i wzięłam udział w próbnym nagraniu do programu. Nie wypadłam jednak najlepiej, bo sama nie potrafiłam dać z siebie nic, kompletnie mnie sparaliżowało w momencie włączenia kamery. Ale spodobała im się moja podzielność uwagi, to, że potrafię mówić w tym samym czasie, kiedy słyszę uwagi reżysera z słuchawki w uchu. Dlatego dali mi szansę. I tak to się zaczęło. Na początku nie sądziłam, że ktoś to w ogóle w Polsce ogląda, potem się okazało, że to był jeden z bardziej hitowych wieczornych programów (śmiech). Do tej pory wszyscy mnie z tego kojarzą, choć tak jak mówiłaś od tego czasu pracowałam już w kilku innych stacjach telewizyjnych. Początkowo mieszkałam w Londynie, później przenieśliśmy się do Wilna i stamtąd nagrywaliśmy program. Miałam bardzo dobre warunki pracy, z Wilna zaczęłam szkołę w Warszawie, dojeżdżałam co dwa tygodnie. To wszystko co się w tamtym czasie wydarzyło było wielkim zbiegiem okoliczności. Gdyby nie ten program pewnie nigdy nie pomyślałabym, że mogę pracować w mediach, że się do tego nadaję. Pewnie wiesz, że niełatwo dostać się do telewizji, ludzie po studiach mają z tym ogromny problem, a ja dostałam szansę, więc grzechem byłoby jej nie wykorzystać.

P.O.: Ale chyba zawsze miałaś w sobie potencjał, bo zanim trafiłaś do telewizji pracowałaś jako modelka. Nadal zdarza Ci się brać udział w projektach związanych z modelingiem?

N.J: Jeśli chodzi o modeling to był raczej epizod. To bardzo ryzykowna branża, zwłaszcza dla młodej i niedoświadczonej dziewczyny. Trzeba przede wszystkim trafić do dobrej agencji, w przeciwnym razie można spotkać nieodpowiednich ludzi i robić nieodpowiednie rzeczy, których potem zwykle się żałuje. Ja traktowałam to jako sposób na dorobienie sobie, a przy okazji spędzenie wolnego czasu. Wiele się nauczyłam. Miałam świetną współpracę z firmą Cymbeline, produkującą suknie ślubne. Przez pół roku latałam z nimi po Europie na showroom-y i pokazy targowe. To była niesamowita przygoda, jedna z najlepszych w moim życiu! W tej chwili z modelingiem mam styczność, ale głównie biorąc udział w reklamach, bo z tego są najlepsze pieniądze w tym biznesie. Pokazy i sesje są kompletnie nieopłacalne. Uważam, że w Polsce rynek modowy jest bardzo ubogi, dlatego raczej się w to już nie angażuję.

P.O.: Zapytam przewrotnie – uroda przeszkadza czy pomaga w życiu?

N.J.: Na pewno pomaga, choć czasem mają miejsce niezręczne sytuacje, bo stereotyp „ładnej, ale głupiej” niezmiennie funkcjonuje. Ludziom się wydaje, że jeżeli jesteś atrakcyjna i coś osiągasz, to pewnie zrobiłaś coś niemoralnego, bo przecież nie ma takiej możliwości, że zwyczajnie jesteś kompetentna i masz talent. Trzeba włożyć dwa razy więcej wysiłku, by udowodnić, że jest się coś wartym, szczególnie przed kobietami (śmiech). Oprócz tego, ja mam taki problem, że wyglądam na dużo młodszą niż jestem w rzeczywistości i za każdym razem, kiedy stratuję do jakiś poważniejszych produkcji słyszę „może za parę lat dziewczynko”. Z czasem będzie to pewnie plus, więc czekam na ten moment. A na razie jest ok, bo mój wygląd świetnie się wpisuje w stylistkę programów, które w tej chwili prowadzę.

P.O.: Decydując się na udział w programie „Hot or Not” liczyłaś jedynie na dobrą zabawę, czy miałaś nadzieję, że to będzie „dźwignia” do Twojej kariery?

N.J.: Ja przede wszystkim zupełnie w innych kategoriach o tym myślałam. Zastanowiłam się trzy razy, zanim poszłam na casting do programu. Dowiedziałam się o tym przypadkiem z takiego portalu społecznościowego  jak Grono, który istniał jeszcze przed erą Facebooka (śmiech). Szukałam informacji o różnych castingach i wtedy znalazłam ogłoszenie o tym, że poszukują ludzi do programu „Hot or Not”. Organizowano pierwszą edycję, wcześniej ten program był emitowany w Niemczech, a stawka była bardzo wysoka, bo można było wygrać staż w telewizji muzycznej Viva. Uznałam, że może warto wziąć udział. Trzeba było się trochę powygłupiać, ale to było nieodłączną częścią tej pracy, którą później miałam wykonywać w Vivie.  Zastanawiałam się, czy to znowu nie będzie źle odebrane, bo kolejny raz muszę wystąpić w bikini. Bałam się, że zostanę zaszufladkowana, ale ostatecznie było warto! Jako jedyna ze wszystkich edycji tego programu zostałam na stałe w Vivie i przez 4 lata pracowałam w tej stacji.

P.O.: A potem wszystko potoczyło się już dość szybko. Obecnie pracujesz w RBL.TV, a Twoim szefem jest Michał Figurski. Jak się pracuje z gwiazdą dziennikarstwa muzycznego w Polsce?

N.J.: Rewelacyjnie. Byłam bardzo zadowolona, że będę miała okazję spotykać się z nim w pracy. Znaliśmy się wcześniej, co prawda niezbyt dobrze, wiedziałam jednak, że jest bardzo otwartym człowiekiem. Dla mnie w pracy ważne jest zrozumienie i dogadywanie się, a w przypadku Michała nigdy nie ma „nie bo nie”. Jeśli ja mam jakieś uwagi lub swoje spostrzeżenia, zawsze mogę mu o wszystkim powiedzieć, będąc pewną, że weźmie to pod uwagę. Nigdy nie mieliśmy żadnej, mówiąc kolokwialnie spiny, świetnie się dogadujemy. Być może dlatego, że Michał wcześniej robił to samo co ja w tej chwili, czyli był prezenterem muzycznym. Rozumie moje podejście. Poza tym jest osobą, którą zawsze podziwiałam i szczerze mówiąc jego obecność w RBL-u zachęciła mnie do przyjęcia tej pracy. Poczułam, że skoro on podjął się poprowadzenia projektu RBL.TV, czyli mniejszej tematycznej stacji, to na pewno warto tam pracować.

P.O.: Na  początku prowadziłaś w RBL.TV program „HH 20” z hip-hopową muzyką. Ta muzyka jest bliska Twemu sercu?

N.J.: Słucham hip-hopu, choć zawsze mówiłam, że najbliższe memu sercu jest r&b i bardziej soulowe klimaty. Jeśli chodzi o polski hip-hop, to największy sentyment mam do tego z czasów mojej szkoły podstawowej i średniej, do niego zawsze chętnie powracam. Niemniej jednak bardzo się cieszyłam, że będę mogła taki program poprowadzić. Teraz to się trochę zmieniło, bo przejęłam  program „Fejs Chart”, czyli listę tworzoną przez facebookowiczów. Mam też program, w którym przeprowadzam wywiady z gośćmi, co mi się bardzo podoba, bo wcześniej robiłam to w Vivie. Trochę mi tego brakowało, a teraz znowu mogę rozmawiać z muzykami, poznawać nowych artystów, spotykać się z tymi u szczytu w newsowym muzycznym programie „Orange Music”.natalia jakula9.tekst.sporteuro.jpg

P.O.: Masz swoich muzycznych idoli?

N.J.: Mam, oczywiście! Na początku pracy w Vivie miałam możliwość rozmowy z jednym z nich, co było dla mnie wielkim stresem i ogromnym przeżyciem. Mowa o Sean Paulu, którego bardzo podziwiam. Był też Wyclef Jean – człowiek, którego uwielbiam nie tylko za dokonania muzyczne, ale również za to co robi dla ludzi, dla dzieci, dla społeczeństwa. Nie wszyscy wiedzą, że bardzo mocno działa charytatywnie.

P.O.: Z częścią swoich idoli już rozmawiałaś, a gdybyś w tej chwili mogła przeprowadzić wywiad z dowolnie wybraną przez siebie osobą, kto by to był?

N.J.: Na pewno chciałabym przeprowadzić wywiad z grupą Kings of Leon. Byli niedawno w Polsce, ale niestety nie udało mi się z nimi porozmawiać. Podobnie Rihanna, która też wystąpiła na koncercie w Gdyni. Być może przyjedzie kolejny raz do Polski i wtedy uda mi się z nią zamienić kilka słów. Uwielbiam też The Script. Nie wiem dlaczego, ale najbardziej fascynują mnie jednak męskie zespoły i męskie wokale.

P.O.: Kariera telewizyjna to jedno, ale poza anteną podobno zajmujesz się projektowaniem ubrań i biżuterii. To prawda?

N.J.: Tak, to prawda. Jestem osobą, która nie potrafi siedzieć bezczynnie. Kiedy czasami mam takie dni, że nic kompletnie nie robię to myślę, że jest to stracony czas. Kiedy zakończyłam współpracę z Vivą, szukałam czegoś nowego przez parę miesięcy, ale pewnie wiesz, że nie jest to łatwe. Wtedy uznałam, że załamywanie się nie ma sensu, i że jeżeli nie znajdę pracy w mediach będę robić coś innego, znajdę nowy sposób na siebie. Zawsze byłam artystyczną duszą, lubiłam szkicować, szyć. I kiedy straciłam pracę w Vivie, zastanawiałam się co z tym moim wolnym czasem teraz zrobić. Pomyślałam, że być może powinnam uaktywnić moje artystyczne zainteresowania. Znalazłam 3-miesięczny, amatorski kurs szycia. Bardzo mi się to spodobało, więc zapisałam się. Później poszłam trochę dalej, pomyślałam o samodzielnym projektowaniu, zapisałam się do kolejnej już bardziej profesjonalnej szkoły, gdzie były wykłady m.in. z konstrukcji i tak to się zaczęło. Szkoła trwała pół roku. Potem dostałam pracę w RBL-u, ale nie zaprzestałam szyć i projektować. Teraz mam na to mniej czasu, ale kiedy mogę, robię to. Samodzielnie projektuję i robię też biżuterię i na to poświęcam zdecydowanie więcej czasu niż na szycie. To akurat jest bardziej twórcze niż czasochłonne. Wykupuję różne kamienie, dodatki, potem to łączę. Okazuje się, że w bardzo szybki sposób można stworzyć prawdziwe cudeńka.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ