Zamachowska o bolesnych przeżyciach męża i trudnych relacjach z pasierbami
W rozmowie z magazynem „Gala” Monika Zamachowska opowiedziała o swoim Związku ze Zbigniewem Zamachowskim i o tym, co poświęciła dla tego związku.
– Wchodziłam w ten związek jako właścicielka dużego domu z ogrodem, mając męża obcokrajowca i dwoje dzieci oraz dobrą pozycję zawodową. Zaryzykowałam wszystko dla tej miłości. Straciłam dom, samochód, pracę, a moje dzieci straciły ojca. Takie są właśnie koszty tego związku. Ale dla mnie jest on najważniejszą rzeczą w życiu. Codziennie zastanawiam się, czy nadal ten związek jest dla mnie największą wartością. Dopóki odpowiedź brzmi „Tak”, nic nie jest w stanie mnie powstrzymać. Ja kocham się w Zbyszku od 20 lat! – zapewniała w wywiadzie Zamachowska.
Choć Monika Zamachowska miała w między czasie dwóch mężów, nigdy nie zapomniała o spotkaniu z Zamachowskim, choć przez ponad 20 lat była przekonana, że nie ma u niego żadnych szans.
– Poznaliśmy się w 1989 roku, poszliśmy na spacer do parku, a ja nie mogłam uwierzyć wtedy we własne szczęście. Wiedziałam, że ten facet jest na zupełnie innym etapie życia niż ja. Był znanym aktorem, a ja – dziewczynką z Wrocławia. Później dochodziły mnie słuchy, że się ożenił, że urodziło mu się dziecko. Wtedy pomyślałam sobie: klamka zapadła. Trudno, z Zamachowskim nigdy nie będę. Kiedy los nas zetknął ponownie w 2011 roku w ramach programu SOS dla świata, miałam poczucie, jakbyśmy od lat byli dobrymi przyjaciółmi. Jednak przez myśl mi nie przeszło, że coś się z tego może zrodzić. Potem się okazało, że w naszych związkach nie układa się dobrze. Zakochaliśmy się w sobie, ale wciąż nie mieliśmy wiary, że nasza miłość ma przyszłość – opowiada
Niestety nie wszystko dobrze się układało. Pomimo że para pobrała się już dwa lata temu, dzieci Zamachowskiego nadal nie zaakceptowały swojej macochy. Jakiś czas temu napisały nawet list otwarty, w którym zabroniły wypowiadać się gwieździe publicznie na ich temat. Dziennikarka na łamach „Gali” uparcie zapewnia, że byłaby wspaniałą macochą.
– Dzieci Zbyszka unikają mnie jak ognia, choć czasem to bardzo trudne. Widzę niepokój na ich twarzach, gdy musimy się przywitać. Kiedy spędzamy ze sobą trochę czasu, lody pękają i na końcu zawsze głośno się śmiejemy. Ale takich okazji nie jest wiele. Niechęć do kontaktów ze mną jest tak wyraźna, że nie pozostawia żadnych wątpliwości. Kiedy na początku zachowywałam się w sposób otwarty, zostało to przyjęte jako zaprzyjaźnianie się na siłę. Nie chcę niczego robić w ten sposób, bo za bardzo te dzieci lubię i za bardzo im współczuję tej męczącej dla nich konieczności nielubienia mnie. Czuję się odpowiedzialna za sferę kontaktów Zbyszka z jego dziećmi. Przypominam, żeby pojechał na zakończenie roku, spotkał się z synem, kiedy będzie wracał z egzaminów. Myślę, że na razie nie ma innego wyjścia. Zbyszek uwielbia wyjeżdżać ze swoimi dziećmi, ale nie umie tego zorganizować, jest raczej życiowo nieporadny. Robię więc pewne ruchy, a potem udaję, że sami to wszystko wymyślili. Taka tam wprawka w byciu dyplomatką – tłumaczy dziennikarka.
Zamachowska skomentowała także plotki, dotyczące problemów1) finansowych małżeństwa. Ogromna rata kredytu i wysokie alimenty stanowią dla nich duże obciążenie.
– Ja poświęciłam wszystko. Straciłam dom, samochód, pracę, a moje dzieci straciły ojca. Dom wynajmuję, ale drżę za każdym razem, kiedy wynajem się kończy, bo kolejne raty kredytu we frankach trzeba spłacać. Zbyszek ma gigantyczne alimenty, a moja praca – wiadomo, dzisiaj jest, jutro jej nie ma. Zbyszek ma taką teorię, że na telewizje śniadaniową jestem za inteligentna i za kompetentna, ale kto wie, co będzie jutro? W tym roku obchodzę 20-lecie pracy w Dwójce. Może będę gwiazdą u nowego dyrektora? – mówi Zamachowska.
W wywiadzie dziennikarka odważyła się opowiedzieć także o bardzo trudnym wydarzeniu z życia męża- stracie syna.
– Przeżył już wszystkich mężczyzn w swojej rodzinie. Jego tata odszedł, kiedy on miał osiemnaście lat. Tak bardzo to nim wstrząsnęło, że napisał tomik wierszy, naprawdę dobry. Mimo to, gdy jeździmy razem na cmentarz i patrzę na grób, w którym leżą razem, ojciec, dziadek i synek Zbyszka z pierwszego małżeństwa, widzę, jak głęboko to w nim siedzi – mówi o mężu, który mając 18 lat był także świadkiem samobójstwa swojego ojca.
– Kiedy w Zbyszku zaczyna się gotować, to dużo dłużej z niego schodzi. Czasami boję się, że jeśli pierwsza nie poproszę o zgodę, on mógłby sobie zrobić krzywdę – niepokoi się dziennikarka.
______________
Zapraszamy również do polubienia naszego profilu na Facebooku oraz zapoznania się z ofertą naszego sklepu internetowego.