Takie ryzyko zawodowe
Wszędzie słyszymy o zagrożeniach, jakie czyhają na nas w sieci, a mimo wszystko wciąż kompletnie nie zdajemy sobie sprawy z tego, że możemy paść ofiarą internetowego stalkingu, cyber kradzieży czy bolesnego hejtu. Naszą uwagę chce na to zwrócić Rafał Jarząbek. Dwa najpopularniejsze nagrania na jego kanale w serwisie YouTube osiągnęły łączny wynik ponad 2 mln wyświetleń. Z dobrym słowem prowokuje, bawi i zmusza do refleksji. O ujęciu pedofila, internetowym hejcie i pracy na YouTubie w rozmowie z autorem kanału „Z dobrym słowem” – Rafałem Jarząbkiem.
Hanna Gajewska: Skąd pomysł na taką nazwę kanału?
Rafał Jarząbek: Nazwa powstała bardzo spontanicznie. Jeden z pierwszych nagrywanych przeze mnie materiałów polegał na opowiadaniu ludziom sucharów. Wchodząc do piekarni z zamiarem zadania pani pytania „jakie jest motto cukierników?”, powiedziałem, że przychodzę do niej z dobrym słowem. Na tyle mi to utkwiło w pamięci, że tak już zostało. Tam nie ma żadnego głębszego przesłania.
Mimo wszystko ta nazwa koresponduje z opisem twojego kanału, w którym znajdziemy np.: naszym celem jest podarowanie ludziom radości, wspomnianego wcześniej uśmiechu, ale również skłonienie do refleksji.
Na polskim YouTubie jest bardzo dużo złości, wrednych dowcipów i wyśmiewania się z innych. Są oczywiście akcje społecznie, takie jak „Hejt stop”, ale niewiele przyniesie mówienie o sprzeciwianiu się hejtowi. Na realne zmiany możemy liczyć, jeżeli my – twórcy zaczniemy się inaczej zachowywać. Jeżeli do widzów wychodzi się z pozytywnymi treściami, oni oddają to samo.
Wydaje mi się, że twoje najpopularniejsze nagrania skłaniają do refleksji, jednak w mniej pozytywnym aspekcie. Komentarze pod filmem o stalkerze były w stosunku do przedstawionych w materiale dziewczyn niemal jednoznacznie krytyczne.
Zawsze znajdzie się grupa ludzi, którzy będą chcieli napisać coś złośliwego. Ja bym to tylko i wyłącznie tak odczytywał. Jest takie prawo Internetu, że jak ktoś obejrzał film do końca i mu się podoba, to nawet nie pisze komentarza. Często ktoś nie obejrzy materiału do końca albo go nie przemyśli i wystuka na klawiaturze pierwsze, co mu przyjdzie do głowy. Wszystkie moje materiały mają dawać do myślenia. Mamy się nad nimi zastanowić, a nie oceniać. Jestem daleki od oceniania dziewczyn, które zamieszczały informacje na swój temat w Internecie, czy nawet Marcina, który był bohaterem filmu o jego zatrzymaniu. Ja go nie oceniam, po prostu pokazuję, że jest problem i ty, ja, pan przy stoliku obok czy społeczeństwo w ogóle mamy coś z tym zrobić. Ja zaczynam, staram się uruchomić jakieś domino. Jak to daleko zajdzie pozostaje po stronie odbiorców, większych mediów itd.
Motyw prowokacji dziennikarskich, które wykorzystujesz, jest powszechnie znany i co jakiś czas pojawia się w dużych mediach.
Kiedyś oglądałem materiał kolegów z Pyta.pl, w którym szli razem z marszem niepodległości i spotkali w kawiarence Dzień Dobry TVN Filipa Chajzera. Zapytali się go: Filip, dlaczego nie idziesz z nami, dlaczego nie zrobisz materiału? Na co on odpowiedział: bo nikt mi tego nie zlecił. Na YouTubie nie musimy czekać aż ktoś nam coś zleci. Nie musimy być zależni od jakiegoś szefa, który jest albo z jednej, albo z drugiej opcji politycznej. Jest temat, którym chcemy się zająć i po prostu go robimy. Nie ma instytucji, która miałaby monopol na zwracanie uwagi. To my jako społeczeństwo mamy swoje ręce i głowy, którymi możemy działać. Kanał „Z dobrym słowem” ma właśnie to pokazywać. Wszystko zależy od nas.
Przechodząc do twojego materiału o pedofilii. Zgłosiło się do ciebie więcej osób, dlaczego zatem wybrałeś Marcina?
Nie wiem, dlaczego wybrałem akurat jego. Po prostu dobrze mi się z nim rozmawiało [śmiech]. Było widać, że jest bardzo zdeterminowany i zależy mu na spotkaniu. Poza tym zrobiłem miniselekcję osób, które są z Warszawy. On mówił mi, że jest stąd. Okazało się, że nie był. Chciał się spotkać i dosyć szybko zaczął pisać mocne teksty.
Nie brzydziła cię rozmowa z nim? Czytając wiadomości, które pojawiały się z boku twojego filmu robiło mi się niedobrze.
To jest nic w porównaniu do niektórych wiadomości, które mi wysyłał. Jasne, że mnie to brzydziło. Pamiętam, że jak już się umówiłem z nim na spotkanie i jechałem tam tramwajem, dostałem od niego SMS-a, który automatycznie pokazał się na ekranie mojego telefonu. No i niestety w tym zatłoczonym tramwaju odebrałem wiadomość, w której wysłał mi zdjęcie swojego penisa z podpisem, że to tak na zachętę. Poczułem się wtedy mega zniesmaczony. Takie ryzyko zawodowe.
{youtube} UE7QMuDFD8A|600|450|0|{/youtube}
Długo zastanawiałeś się co mu powiesz, jak się spotkacie?
W ogóle nie zastanawiałem się, co mu powiem. Podchodząc do niego, czułem ogromny stres. Dzwoniąc miałem serce w przełyku, a gdy odebrał, zapomniałem o tym wszystkim i powiedziałem: cześć Marcin, nie głupio ci?
Wypada ci pogratulować tego, jak te emocje oddałeś w swoim nagraniu.
YouTube rządzi się swoimi prawami. Jeżeli będzie się nieszczerym wobec widzów, ludzie od razu to wyczują. Starałem się jak najbardziej odzwierciedlić to, co wtedy czułem. Dziękuję, jeśli uważasz, że jest to wyczuwalne.
Chciałabym się zapytać o twoją opinię na temat komentarzy, które pojawiły się pod tym filmem. Są one skrajnie różne i pada w nich wiele mocnych słów. Od „moim zdaniem i autor filmu powinien zostać ukarany, udając 13-latkę” po „masowa spalarnia i potem mogę dać go do ogródka”.
Wydaje mi się, że niektórzy nie pomyślą, zanim napiszą komentarz. Nie zastanowią się nad tym, jak by się czuli, gdyby to dotyczyło ich bliskich. Jakby się czuli jako ta 13-latka, która spotyka się z takim mężczyzną i po kilku latach ma straszne wyrzuty sumienia. Ludzie zarzucali mi, że to ja nakłaniałem go do spotkania. Ok, ale to jest tak jak z gwałtem – jeszcze się nie zdarzyło, żeby nawet najkrótsza spódnica zgwałciła kobietę. Zawsze robi to gwałciciel. Tak samo jest z tym materiałem. Ta dziewczynka mogłaby paradować nago, a on nie ma prawa jej tknąć, bo to jeszcze dziecko.
A co z zarzutami, że w swojej prowokacji posunąłeś się za daleko?
Wydaje mi się, że nie posunąłem się za daleko. O tym moglibyśmy mówić, gdybym miał 13-latkę, którą oddałbym temu człowiekowi, żeby ona się z nim przespała, a dopiero po tym bym go zatrzymał. W ten sposób zostałaby skrzywdzona jeszcze jedna osoba. W mojej prowokacji to ten człowiek stawał się coraz pewniejszy siebie i coraz bardziej przekonany o swojej bezkarności. Nie na każdego znajdzie się paragraf.
Nie chodzi o to, aby złapać jak najwięcej pedofili, ale aby takich osób było jak najmniej w naszym społeczeństwie. Nikt się taki nie rodzi. To w pewnym momencie do ciebie przychodzi i jest to wina twojego otoczenia lub doświadczeń z przeszłości. Ludzie uciekają w spaczenia. Wydaje mi się, że Marcin miał bardzo duże problemy w swoim gronie znajomych, nie był szanowany. Trudno mu było zdobyć autorytet w grupie rówieśników. Wtedy zaczął przyjaźnić się z młodszymi osobami, wśród których dużo łatwiej przyszło mu zdobyć autorytet i czuć się mężczyzną. Mówimy o winie Marcina, bo faktem jest, że jego postępowanie było złe, ale chciałbym, aby ten materiał uświadomił innym młodym ludziom, którzy są niemili dla swojego kolegi w szkole, że to właśnie oni mogą plątać jakiś supeł w życiu osoby, której będzie go bardzo ciężko rozplątać w przyszłości. Włączmy myślenie!
Czy wiesz, na jakim etapie jest postępowanie wobec Marcina?
Ostatnio chciałem się od tego odciąć. Po emisji materiału dostałem około 1000-1200 wiadomości w tej sprawie – od osób, które chcą zrobić podobną prowokację, od znajomych Marcina, od osób które jemu lub mi życzą jak najgorzej. Po prostu gdzieś to chciałem uciąć. Z tego co wiem, Marcinowi zostały przedstawione trzy zarzuty. Dwa z nich były związane z moją prowokacją – prokurator oskarżył go o przesyłanie treści pornograficznych i nakłanianie osoby nieletniej do czynności seksualnej. Trzeci zarzut dotyczył współżycia z nieletnimi w przeszłości, który powstał po zabezpieczeniu jego komputera i sprawdzeniu korespondencji. On przyznał się do wszystkich trzech zarzutów. Znalazły się dwie dziewczyny poniżej 15. roku życia, z którymi Marcin sypiał.
Chciałabym poruszyć również temat filmu „Uważaj, co udostępniasz. Social media stalker”. Dlaczego bohaterkami tego nagrania są tylko kobiety?
To ja mógłbym zapytać się o to ciebie.
Bo kobiety umieszczają więcej informacji w Internecie na swój temat.
Nie wiem, ale mogę się domyślać, że tak jest.
Nie było mężczyzn, którzy oznaczali się w tamtych miejscach?
Akurat żaden się nie trafił. Nie polowałem na dziewczyny.
{youtube} CLRBYhd7e4Q|600|450|0|{/youtube}
Ty teraz też masz konto na Instagramie.
Ale ja mam je tylko po to, żeby obserwować gwiazdy porno [śmiech].
Nawiąże jeszcze raz do komentarzy, bo jest to zawsze bardzo ciekawe źródło informacji. Większość komentujących uznało bohaterki nagrania za puste, próżne, głupie itd. Podejrzewam, że to nie było twoim celem. Jak się do tego odniesiesz?
Najprościej powiedzieć, że dziewczyna z filmu to tępa strzała, bo coś tam udostępniła w sieci. Tak robi 90% społeczeństwa i może także matka piszącego ten komentarz. Ona też jest tępą strzałą? Nie. Być może brzydko to zabrzmi, ale te dziewczyny były w tym filmie narzędziem do pokazania pewnego zjawiska, nie trafiły tam po to, żeby je wyśmiać.
Niezależnie czy ja i ty korzystamy z mediów społecznościowych, świat to robi i pewna rewolucja społeczna jest już za nami. Są tego zarówno plusy, jak i minusy. Których twoim zdaniem jest więcej?
Internet jest narzędziem takim samym jak wiertarka, samochód i piła mechaniczna. Jeżeli korzystamy z tego narzędzia właściwie, to możemy robić dobre rzeczy. Masz racje, żyjemy w takich czasach, że Internet jest wszechobecny. Tylko niestety nikt nie pomyślał o tym, żeby dzieciakom, które korzystają z Internetu, pokazać, jak się go używa. Lekcje informatyki są nudne, a sieci komórkowe sprzedają smartfony z nielimitowanym dostępem do sieci bez instrukcji, jak z niej korzystać. Nie chodzi mi oczywiście o samo urządzenie, ale o ogrom władzy jaką daje nam Internet. To jest temat, którym ktoś powinien się zająć. Ja zająłem się w taki sposób, że nagrałem film zwracający na ten problem uwagę. Rodzice, włączcie trochę myślenie i opiekujcie się swoimi dziećmi w Internecie! Chciałbym, aby obejrzenie mojego nagrania nie kończyło się na kliknięciu łapki w górę pod filmem, ale na odpowiedzialnej rozmowie, jaką później rodzic przeprowadzi ze swoim dzieckiem.
Czy „Z dobrym słowem” to twoja praca?
Tak i nie ma co tego ukrywać. Często można spotkać się z hejtem na youtubera za to, że umieści jakiś produkt w swoim filmie. Ja tego nie rozumiem. Jeżeli poświęcam swój czas na tworzenie jakiś treści, które oglądasz i być może ci się podobają, to dlaczego nie mogę tego rozwijać i traktować jako pełnoetatową pracę, z której mogę utrzymać swoją rodzinę? Niedawno Martin Stankiewicz dobrze to wyjaśnił w swoim filmie pt. „Sprzedałem się”. Oglądając nowego Bonda, który pije konkretny alkohol i nosi markowy zegarek, nikt nie wstanie w kinie i nie powie: „Bond, sprzedałeś się!”. Gdybym musiał każdego dnia spędzać 8 godzin w pracy, to kiedy miałbym znaleźć czas na kolejne produkcje? Jeżeli podchodzę poważnie do swojego widza, to poświęcam się temu, co dla niego robię. Jest rzesza osób, które rozumieją, że do rozwijania kanału konieczna jest współpraca z partnerami komercyjnymi. Myślę, że ci, którzy jeszcze tego nie rozumieją, za 2 lata skończą 15 lat i to ogarną.
Nad czym teraz pracujesz?
Cały czas pozostaję w tematyce Internetu i zagrożeń, jakie mogą z niego wynikać. Wezmę teraz na tapetę kilka modnych aplikacji, które też mogą być niebezpieczne, a większość z nas nie zdaje sobie z tego sprawy. Bardzo bliskie jest mi to, żeby kobiety mogły czuć się bezpiecznie. Wydaje mi się, że jest to temat, o którym głośno jest przez 2 dni, a nikt nie zabiera porządnie głosu w tej sprawie. Ja mam zamiar to zrobić.
_________________
Zapraszamy również do polubienia naszego profilu na Facebooku oraz zapoznania się z ofertą naszego sklepu internetowego.