Power dressing
„Power dressing” to nic innego jak zamanifestowanie swojej siły strojem – zwłaszcza w środowisku zawodowym. Samo określenie odnosi się do mody z lat 80. XX wieku. Dotyczy zarówno ubiorów mężczyzn, jak i kobiet. Dziś skupimy się jednak tylko na tych drugich.
Moda lat 80. kojarzy się zawsze w pierwszej kolejności z szalonymi wzorami i neonowymi kolorami rodem z teledysku MC Hammera. Oprócz tego jeszcze poduszki na ramiona. Szerokie ramiona to był wtedy hit. Dlaczego? Dlatego, że właśnie to było między innymi manifestacją „power dressingu”.
W latach 80. coraz więcej kobiet zaczynało zajmować stanowiska, które wcześniej zarezerwowane były tylko dla mężczyzn. Były adwokatami, dyrektorami, wysoko postawionymi urzędnikami rządowymi czy po prostu bizneswoman. Zależało im więc na tym, aby były traktowane na równi z mężczyznami. Z pomocą przyszła moda – zaczęto lansować damskie ubrania wzorowane na męskich ubiorach.
Pojawiły się garsonki w jednolitym kolorze lub w cienkie paski (jak garnitury) w zestawie z formalnymi spódnicami albo spodniami. Żakiety koniecznie musiały mieć ogromne poduszki na ramionach. Co więcej nie używano ich tylko w żakietach, zdarzało się, że projektant wszywał je również w bluzki i sukienki. Poduszki nie były odkryciem projektantów z lat 80. Już w latach 30. projektanci bardzo chętnie eksponowali szerokie ramiona w damskich żakietach. Jednak wtedy taki zabieg miał jedynie optycznie pomniejszyć talię kobiety. Dopiero późniejsze lata przyniosły inną ideę. Szerokie ramiona nadawały kobietom bardziej męskiego wyglądu i miały zapewnić im równiejszą walkę w korporacyjnym świecie.
Chodziło przede wszystkim o to, aby wyglądać formalnie. Kobiety nosiły zazwyczaj ciemne kolory, których jednolitość rozbijano małymi, ale śmiałymi, elementami, takimi jak broszki czy chustki. Popularne były również fryzury „na chłopczycę”. Krótkie włosy, zazwyczaj do połowy twarzy lub o średniej długości, z przedziałkiem po środku.
Taki styl lubiła zarówno Margaret Tacher, jak i Lady Di. „Power dressing” z sal konferencyjnych szybko przeszedł do mody codziennej. Stało się to za sprawą gwiazd i bohaterów seriali telewizyjnych, którzy coraz częściej pojawiali się w takich właśnie ubraniach („Dynastia”, „Śmiertelne zauroczenie”).
Początków wplatania męskiego stylu do kobiecego ubioru możemy doszukiwać się już w XIX wieku. Wtedy to właśnie ekscentryczna George Sand postanowiła założyć męski frak i spodnie. Otoczenie widziało w tym skandaliczne wykroczenie, ale przymykano na to oko ze względu na to, że artystom można było pozwolić na więcej. Akceptowano męski pseudonim pisarki, palenie cygar i licznych kochanków. I pomimo że większość społeczeństwa uważała to za artystyczny wybryk, kobiety powoli zaczęły zauważać, że noszenie spodni jest po prostu praktyczniejsze. Jednak inne damy musiały poczekać jeszcze ładnych parędziesiąt lat na to, aby noszenie spodni przestało być karane więzieniem.
Współcześnie kobieta w spodniach nie budzi żadnych emocji. Co więcej nawet dziewczyna w krawacie nie byłaby przecież szokiem. Kobiety mają społeczne przyzwolenie na zabawę modą. Dlatego też zupełnie zaskakująca była debata radia Maryja. Eksperci i słuchacze wspólnie doszli do jednogłośnego wniosku, że spodnie zabierają kobietom to co kobiecie i w ogóle nie powinny być przez nie noszone. I może gdyby audycja odbyła się kilkadziesiąt lat temu, a nie 2012 roku, nie byłoby w tam nic takiego dziwnego. Jednak w takim wypadku mało kto potraktował to stwierdzenie poważnie.
Wróćmy jednak do lat 80. Wiele osób z niedowierzaniem i niesmakiem patrzy na pewne wzory czy kroje sprzed ponad trzydziestu lat. Nie można jednak zaprzeczyć temu, że współcześni projektanci chcieliby, żeby było inaczej. W kolekcjach nadal pojawiają się żakiety z poduszkami (co prawda mniejszymi i bardziej dopasowanymi, ale jednak), jaskrawe, neonowe kolory czy geometryczne wzory – prosto z lat 80.
Aleksandra Supryn