bogdan arnold

Seryjni polscy mordercy: Bogdan Arnold. Władca Much

Cichy i spokojny elektryk. Tak sąsiedzi charakteryzowali Bogdana Arnolda, seryjnego zabójcę z Katowic. 

Prolog

Bogdan Arnold miał sadystyczną osobowość. Niewiele było trzeba by zmienić go w bestię. Urodzony 17 lutego 1933 roku, w Kaliszu, wychowywał się w rodzinie inteligenckiej. Ojciec był lutnikiem, zaś matka zajmowała się domem – Arnold był najstarszy z trojga dzieci. To w zasadzie tyle jeśli chodzi o wiedzę o dzieciństwie słynnego seryjnego zabójcy. Jest jeszcze fakt częstych przeprowadzek. 

W aktach śledztwa zachowała się wzmianka, że Bogdan Arnold twierdził, że ma maturę.

„Twierdzi, że ukończył szkołę średnią zdając maturę, jednak brak jest na to dowodów, a ojciec jego wręcz temu zaprzecza. Arnold podaje, że jest elektrykiem, nie zdobył jednak tego zawodu poprzez naukę w odpowiedniej szkole zawodowej.”  – czytamy w aktach śledztwa. 

Bogdan Arnold szybko się ożenił. Kobiety wkrótce stały się jego nałogiem, w ciągu 10 lat był aż trzykrotnie żonaty, każdą żonę zdradzał wielokrotnie. Pierwsze małżeństwo zawarł w 1951 r., mając zaledwie 17 lat z z Jadwigą M. Rozwód z powodu skłonności do agresji i alkoholu orzeczono w 1958 roku. Niedługo potem Bogdan znowu stanął na ślubnym kobiercu. W 1960 roku była to Weronika C., zaś 1961 rok Władysława P. Małżeństwa kończyły się szybkim rozwodem z powodu… alkoholu i agresji. Z tego okresu znamy relacje kobiet. Arnold przejawiał skłonności sadystyczne i brutalne praktyki seksualne. Warto zwrócić uwagę na zeznania złożone przez Władysławę P. i Cecylię S. w 1967 roku:

„Wyzywał mnie od najgorszych. Wiązał ręce i nogi drutem, a do pochwy wkładał butelki po wódce. Dopiero kiedy mnie upokorzył, osiągał satysfakcję seksualną. Bił mnie, katował, a później przytulał i przepraszał. Wtedy osiągał orgazm”.

„Uprawiał ze mną od 2 do 5 stosunków seksualnych dziennie. Pewnego razu, gdy przyszedł do domu pijany, w ciągu nocy zgwałcił mnie osiem razy. Kazał się gryźć po plecach i piersiach”. 

To właśnie praktyki sadystyczne i popęd seksualny były zawsze na pierwszym miejscu Bogdana Arnolda. Mężczyzna lubił spotykać się z prostytutkami i je wiązać drutem i podduszać ręcznikiem przed aktem płciowym. Jak się później miało okazać te praktyki nie przynosiły pełni satysfakcji. Arnold poczuł to dopiero po popełnieniu pierwszej, niezaplanowanej jeszcze zbrodni. Jak mówią psycholodzy kliniczni tego typu zaburzenia uaktywniają się po kilku dniach od dokonania zbrodni. Warunkiem jest jej niewykrycie, czyli brak potencjalnej kary. Złamanie granicy życia odtąd staje się największym fetyszem zbrodniarza. Tak było też i u Bogdana Arnolda.

Morderstwo i gwałt 

Do pierwszej zbrodni dochodzi niejako przypadkowo. Seryjny zbrodniarz prawdopodobnie nie wiedział jeszcze o swoim upodobaniu. Wszystko zmieniło się w wieczór 12 października 1966 roku. Bogdan Arnold jak zazwyczaj przesiadywał w barze. Tym razem padło na katowicki “Kujawiak”, gdzie był stałym bywalcem. Tam mężczyzna poznał 30-letnią Marię B., a właściwie to ona poznała jego. Kobieta podeszła do Arnolda prosząc o postawienie piwa. Przez kolejne minuty nic nie zdawało się zwiastować tego co ma nadejść.

Jak mówił w zeznaniach Bogusław Arnold kobieta miała proponować spacer i zgodziła się iść z nim do jego mieszkania na poddaszu kamienicy nr 14 przy ul. Dąbrowskiego, gdzie w mieszkaniu nr 9 na poddaszu mieszkał przyszły morderca. Kobieta miała podczas kolacji prowokacyjnie odsłaniać piersi, zaś gdy Arnold domagał się seksu zażądała 500 złotych za noc.  Mężczyzna miał nakazać opuszczenie mieszkania, zaś kobieta miała mu grozić pozwem na milicji o zgwałcenie. Gdy już miała wychodzić Arnold postanowił uciszyć Marię B. na zawsze. Jak czytamy w jego zeznaniach: 

Nie chcąc dopuścić do skandalu podszedłem do niej, kopnąłem w okolicę zginania się kolan, wskutek czego B. zachwiała się. Ja chwyciłem ją przedramieniem od tyłu za szyję i rękę tę zacząłem zaciskać. Ponieważ B. broniąc się zadrapała mnie w okolicę nadgarstka, pod wpływem bólu chwyciłem leżący na kuchence młotek murarski, którym uderzyłem ją dwa lub trzy razy w głowę i poczułem, że jej ciało wiotczeje. Położyłem ją na tapczanie i spostrzegłem, że nie żyje. Byłem tak zdezorientowany, że nie wiedziałem co robić i postanowiłem wyjść na miasto. Obawiając się jednak, że ktoś odkryje zwłoki, schowałem je do tapczanu. Przez trzy dni chodziłem pijany, a po trzech dniach, postanowiłem zrobić z tym porządek.”

Porządek oznaczał pozbycie się zwłok. Najpierw mężczyzna odciął dłoń ofiary i próbował spalić. Powodem porzucenia planu był… brak węgla. Przy opalaniu drewnem dłoń i torebka prostytutki płonęły zbyt długo. Mężczyzna otworzył więc jamę brzuszną zwłok i usunął narządy wewnętrzne a następnie spłukał je w rurach kanalizacyjnych. Głowę ofiary ugotował, zaś pozostałe części zwłok zalał chlorem by zapobiec rozkładowi i pozostawił w skrzyni tapczanu, nakrytą ceratą. Makabryczna praca zmęczyła Arnolda i postanowił napić się w barze, przed wyjściem zostawił jednak na kuchence głowę w kotle do prania, w którym się…zagotowała. Makabryczne sceny nie spowodowały żadnych wyrzutów sumienia. 

Katowicka kamienica nr 14 przy ul. Dąbrowskiego, gdzie w mieszkaniu nr 9 na poddaszu mieszkał i mordował Bogdan Arnold fot. Jan Mehlich CC BY-SA 3.0

Gwałt bestii bezkarny

Brak kary za popełnioną zbrodnię i jej oddziaływanie na psychikę mężczyzny spowodowało, że odtąd nie mógł się zatrzymać. Równo 10 dni po pierwszym zabójstwie. nad ranem 22 października 1966 roku, mieszkańcy kamienicy przy ul. Dąbrowskiego 14, napotkali siedzącą na schodach, półnagą kobietę, która czekała by ktoś otworzył zamknięte drzwi do budynku. Sprawa trafiła do Komendy Dzielnicowej MO Katowice – Bogucice. Kobieta była związana drutem, twierdziła, że została wciągnięta do budynku przez mężczyznę, który poddusił ją ręcznikiem, podarł ubranie, związał ręce drutem i zgwałcił. Kobieta uwolniła się dopiero gdy pijany gwałciciel zasnął. Milicja jednak w tym czasie działała fatalnie. Nie wszczęto sprawy wobec Arnolda, gdyż… kobieta przyznała, że poszła z nim dobrowolnie z baru oraz jest prostytutką. 

Przez kilka miesięcy prostytutki jednak nie przychodziły do milicji, Katowice żyły swoim tempem, wyznaczanym kopalnianymi szychtami. W wieczór 11 marca 1967 r. Bogdan Arnold w barze „Mazur”, nawiązał rozmowę z ok. 40-letnią kobietą, która jest prostytutką. Po zabraniu jej na ulicę Dąbrowskiego związał w swoim mieszkaniu. Powodem miała być zbyt duża ilość wódki by Arnold był w stanie odbyć stosunek seksualny. Po obudzeniu się wielokrotnie zgwałcił kobietę i znęcał się nad nią fizycznie i psychicznie. Gdy kobieta, słysząc odgłosy z korytarza krzyknęła o pomoc, Arnold udusił ją poprzez ucisk na grdykę. 

Zwłoki poćwiartował, część miękkich tkanek trafiła do kanalizacji, część natomiast została wyrzucona przy pobliskim śmietniku dla dziko żyjących kotów. Twarde elementy Arnold oblewa kwasem i zostawia w wannie przykrytej skrzynią , zaś głowę dekapituje i gotuje. Tym razem morderca jest pewny i bardziej wyrachowany. Po makabrycznej pracy mężczyzna znowu idzie do baru. 

Trzecia zbrodnia to Stefania M. Była ona niedorozwinięta i parała się prostytucją.  21 kwietnia 1967 r. pijana Stefania M., zaczepiła swojego przyszłego kata w pobliżu baru „Hungaria”. Trafiła do jego domu, gdzie miała spędzić ostatnie dni swojego życia. Mężczyzna skrępował ją, bił prętem i nim gwałcił, a na końcu udusił przy pomocy kabla. Zwłoki potraktował w podobny sposób. 

Następną ofiarą była zwabiona spod katowickiego dworca Helga S. Był 22 maja 1967 roku .Tak opisał to morderca: 

„W mieszkaniu dałem jej coś przegryźć, postawiłem ćwiartkę i położyliśmy się spać. Pomyślałem sobie wówczas, że już za dużo tego wszystkiego i powiedziałem jej, że muszę się udać do kolegi w celu załatwienia delegacji. Odpowiedziała, że można to przecież zrobić i rano. Upierałem się jednak przy swoim, a chodziło mi głównie o to, by doprowadzić do związania jej rąk. W rezultacie pozwoliła na to i oczywiście już nigdzie wtedy nie poszedłem. Odbywałem z nią orgie jak z poprzednimi ofiarami i trwało to przez niedzielę, aż do poniedziałku.” 

Mężczyzna w końcu musiał iść do pracy i zacisnął na szyi Helgi i dusi ją. W wannie nie ma już miejsca, więc obcina zwłokom ręce i nogi i do wanny trafia sam tułów. Sam, bowiem po raz trzeci Arnold gotuje głowę. Sam przyznał, że miał możliwość usunięcia zwłok, ale ogarnęła go apatia. 

Władca Much 

Powoli jednak i wokół Arnolda zaciska się pętla. Sąsiedzi zaczynają się skarżyć na uciążliwy fetor, zaś poprzez kanalizację przedostawały się owady do mieszkania sąsiadki z piętra poniżej – Janiny Franek. Janina znała zapach rozkładu zwłok z okresu II wojny światowej i zasugerowała to w rozmowie z Arnoldem. Ten jednak zapewnił, że to wina braku toalety. 

Mężczyzna, który jeszcze nie dawno mieszkał z 3 zwłokami teraz coraz częściej zagląda do kamienicy o numerze 14. Przychodzi tylko wietrzyć lokal, ale zwłoki są coraz bardziej problematyczne i cuchnące. Sąsiedzi długo jednak znoszą niedogodność. Dopiero 8 czerwca, ok. godziny 15:20 Józef Rybosz przychodzi na Komendę Dzielnicową MO Katowice – Bogucice. Mężczyzna, wraz z bratem Waldemarem, od kilku dni obserwowali, że w oknie mieszkania na poddaszu gęstnieje rój much. Jako prawdopodobną przyczynę podano śmierć lokatora.  

Tym razem milicja nie zaniedbuje obowiązków i wchodzi do mieszkania. Jak zapisano w aktach milicjanci szybko opuścili lokal ze względu na wymioty wywołane trupim jadem. Wezwano techników by ustalić ile jest zwłok w mieszkaniu. 

„Pod parapetem leżały ludzkie zwłoki w stanie daleko posuniętego rozkładu. W łazience stała duża drewniana skrzynia murarska obita cynkową blachą. W jej wnętrzu ujawniono kilka ciał. Nie mogliśmy określić płci, ani nawet liczby zwłok. W cuchnącej, rozkładającej się ludzkiej tkance ruszały się tysiące larw, poczwarek, owadów. Spod wanny wystawało owinięte w gazetę podudzie. Weszliśmy do kuchni. Na piecu stał garnek. Wiedzieliśmy już, co będzie w środku… na powierzchni gara pływała rozgotowana ludzka głowa. Na stole tykał budzik. Obok niego leżał mokry pędzel do golenia. Nie mieliśmy wątpliwości, że tutaj cały czas ktoś mieszkał”. – napisali milicjanci w raporcie. 

Zdjęcie z miejsca zbrodni 

Same oględziny miejsca zbrodni trwały aż 5 dni, jednak wcześniej został wytypowany główny podejrzany za którym rozesłano listy gończe. W tym czasie śledczy pracowali nad materiałem dowodowym. Przy żadnych zwłokach nie znaleziono dokumentów potwierdzających tożsamość. 

1 – drzwi wejściowe, 2 – szafka nocna, 3 – radio, 4 – budzik, 5 – damska halka, 6 – tapczan, 7 – plama na tapczanie, 8 – płaszcz pod tapczanem, 9 – zwłoki, 10 – okno, 11 – stół, 12 – pędzel do golenia, 13 – zlew, 14 – młotek, 15 – kuchnia, 16 – szafka, 17 – halka i pończocha damska, 18 – świetlik, 19 – drewniana skrzynia,  20 – okno-świetlik, 21 – skrzynia od tapczanu, 22 – drewniana skrzynia ze zwłokami, 23 – kości ludzkie owinięte w gazetę, 24 – szafa, 25 – torba i sweter damski, 26 – szafka, 27 – stół, 28 – deska ze śladami tkanki tłuszczowej, 29 – kocioł z ludzką czaszką.

Zwłoki były też w znacznym stopniu rozkładu, szczególnie starsze. By zidentyfikować ofiary posłużono się rekonstrukcją twarzy na podstawie czaszek, co w ówczesnych realiach było nowatorską metodą. W ten sposób ustalono tożsamość ofiar 1,3 i 4. Pozostało aresztowanie Arnolda. 
 
Nie uciekł on jednak daleko. Po tygodniu ukrywania się i nieudanej próbie samobójczej sam zgłosił się na milicję, wcześniej będąc jeszcze rozpoznanym przez przechodniów.
 
Arnold przyznał się do wszystkich zbrodni i stwierdził, że żałuje, że nie zdążył zabić również swojej byłej żony. 9 marca 1968 sąd skazał Bogdana Arnolda na karę śmierci. Wyrok wykonano 16 grudnia 1968 o godz. 18:40. Pochowany został jako N.N. Pozostała o nim pamięć jako okrutnym i sadystycznym “Władcy Much” jak mu nadała pseudonim ulica. Przez wiele miesięcy katowicka kamienica nr 14 przy ul. Dąbrowskiego była celem wypraw by zobaczyć kryjówkę mordercy…
 

zobacz też: 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

1306 More posts in Publicystyka category
Recommended for you
Tragiczna minimalna płaca w Polsce, nie gwarantująca nic, poza egzystencją od pierwszego do pierwszego

Obecna płaca minimalna to 1633 złote - a to za pracę przez 8 godzin, pięć...